Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!


 Ogłoszenie 

Aen Safirrespeath
Zaprawdę powiadam wam; oto nadchodzi dzień smrodu i zgnilizny, dzień wilczej zagłady. Nadchodzi Czas Białej Mgły i Czarnej Dupy, Czas Szaleństwa i Czas Siusiactwa, Tedd Deireadh, Ted Bundy, Czas Końca. Świat umrze i się nie odrodzi. Nie odrodzi się z Chęci Userów, z Pstrąga w Moim Zadzie, z Płaczu Ranfo. Ranfo, która nie przestanie płakać, lecz wpadnie w depresję. Moshi moshi, bakayaro! Tak będzie! Wypatrujcie siusiaków! Jakie to będą siusiaki, rzeknę wam - wprzód z mogił powstaną umarli, wrócą duchy niespokojne, żądne waszej krwi i łez. Niebo rozstąpi się na dwoje, i zstąpi czworo Bogów Admynów, i zapewni wam ostateczną rozrywkę przed zniszczeniem świata. A potem będzie tylko ciemność i brak możliwości zarejestrowania się. Tak rzekła Wieszczka Safira i Tak Się Stanie!

Pogoda
Lato dobiega końca i z drzew lecą uschnięte siusiaki. Nasila się wschodni wiatr, przynosząc ostatnie ciepłe podmuchy i obiecujący zapach mamałygi. Zaobserwowano nietypowy kierunek ptasich migracji; miast kierować się ku krainom południowym, zwierzęta odlatują we wszystkie strony świata. Wędrowcy powracający z gór twierdzą, że skały wydają z siebie buczące dźwięki.

Wieści z Cesarstwa
Madraí Fiáin

» W całym Cesarstwie krążą plotki o rychłym końcu świata, który został jakoby przewidziany przez tajemniczą Wieszczkę Safirę. Wyznawcy przepowiedni zbierają się w grupki i krążą po traktach, głosząc słowa Aen Safirrespeath.
» Podobno ktoś widział w pałacu Echnatona, Ostatniego Legata Deireadh, utyskującego na nadmiar lewactwa i strzelającego zabójcze facepalmy. Wilk, który zawsze miał łeb na karku, stracił głowę!
» Nawiedzone Ignisdae - po mieście krążą duchy martwych obywateli. Mieszkańcy są przerażeni, kapłani nakazują spokój i modlitwę.
» Od niedawna w rejonach zbiorowych mogił ofiar nosówki wyczuwalne są lekkie trzęsienia ziemi. Uczeni ostrzegają: to może być niebezpieczne!
» Dramat niedoszłych matek: kilkanaście wader przysięga, że widziały swoje martwe dzieci, demoniczno uskrzydlone i przelatujące nad Dolnym Miastem.
» Wieści z frontu: na Północy pojawił się gigantyczny, płaski statek wykonany z pazurów - artystyczna rzeźba dzikusów czy kolejne paranormalne zjawisko?
» W Lustrze Niebios zaobserwowano wysyp tańczących mątw. Polna Warta odradza wybieranie się w to miejsce na randki.
» Pod miastem odnaleziono jaskinię, a w niej klapę, na której siedzi trójgłowy wilk. Na pewno da się go jakoś udobruchać.
» Wieści Nie Mają Sensu: pijaństwo rzutuje na jakość informacji. "Elektra znów nietrzeźwa" - potwierdza reszta ekipy.

Poprzedni temat «» Następny temat
Zamknięty przez: Seren
2016-11-01, 21:04
Senna Wieża
Autor Wiadomość
Kuplerka



obywatel

martwa

PŁEĆ:  samica
STATUS MAJĄTKOWY:  ubogi.

____


Wysłany: 2015-09-06, 12:09   Senna Wieża



Zwierzyna: drobne gryzonie, nietoperz, gady i płazy.
Roślinność: bluszcz.
 
 
Głuszek ...Okruszek, Głuszek-Kłębuszek




niewolnik

Dorosły

PŁEĆ:  samiec
ROK URODZENIA:  4 lata

STAN POSTACI:  Cały w strupach i bliznach, z burej sierści mocno wyleniały. Wychudły i brudny. Cuchnie błotem i stęchlizną.
STATUS MAJĄTKOWY:  bez grosza.
EKWIPUNEK:  Duża flaszeczka bez trucizny; Mikstura Snu.

ZNAJOMOŚĆ HISTORII I WIEDZA GEO-POLITYCZNA | CZYTANIE I PISANIE | ARYTMETYKA | ANATOMIA


Wysłany: 2015-09-09, 01:19   
   MULTIKONTA: Yekuggon; Bronkeay


Wyraj uchylił konarów, Żery były w drodze. Tak, tak, widziałem jak ogień w palenisku rozstąpił się. Rogaty wywęszył smród mojej śliny. Gdybym wtedy nie dał mu jej... Ah, gdybym się nie urodził!
Zamknąłem się tutaj jutro albo wczoraj, może zanim zgniłem, ale, tak czy siak, oni przyszli do mnie w nocy. Księżyc był jasny i jasny będzie, kiedy umrę. Myślę, że raduje się razem z Bestią. Świat nienawidzi mnie. Przeklęta Luna pluje jadem Pierwszej, jadem Bestii, i gwiazdy spadają. Słony deszcz kapie, gdy ciało gwiazdy przetrawi toksyna i złuszczy się ono z kości.
Kapał właśnie. Spływał po łuskowatych trzewiach demonów i obudził mnie, kiedy kończyły robić ze mną to, czego nigdy nie chciałem. Pierdolone szczury siedziały po kątach i patrzyły na to, ale wiem, że nie były szczęśliwe.
Rogaty zatriumfował nad Staruchą. Ostatecznie i tak byłem kurwą.
Nie udało mi się umrzeć z głodu, chociaż siedziałem tu kilka lat, zdążyłem powybijać wszystkie okna. Próbowałem powiesić się, lecz wstałem w piwnicy. Myślę, że przegniłem zbyt głęboko, do szczętu, a przecież to, co jest martwe, nie może umrzeć. Jestem nieśmiertelny.
Jedynym rozwiązaniem jest... puryfikacja. Oczy używał do tego zioła, ale ja miałem coś lepszego - dostałem od Czarnego butelkę mleka.

Otworzyłem ją i natarłem skórę trucizną. Z początku nic się nie działo, więc poszedłem na górę i z okna patrzyłem na światło dnia. Dziś było wyjątkowo suche, jakby lekko pomarańczowe. Nie mogłem znaleźć rymu do "oranż".

I wtedy krzyk. Krzyki. Myślę, że demony znowu próbowały mnie tknąć. Skurwysyny, dziwka dzisiaj się nie da! Mleko zabije was. Widzę to co wy - jakieś drzwi i deski, palce mi krwawią.
Puryfikacja znaczy tyle, co oskórowanie duszy. Jak to boli! Nie mogę się ruszyć, ale ciągle słyszę jeden głos. Demony zdechły, teraz krzyczałem ja.
 
 
Cocatrice Słodka Trzpiotka.




obywatel

Wróżbitka

PŁEĆ:  samica
ROK URODZENIA:  97. A może 5? Czy raczej 9?

STAN POSTACI:  Alternatywny, dziękuję.
STATUS MAJĄTKOWY:  ubogi.
EKWIPUNEK:  Naszyjnik z ostatnimi srebrnikami, strzępki wstążek i.. któż wie, co jeszcze skrywa w swym przepastnym futerku. (Pewnie błoto.) Na grzbiecie nosi obszerny płaszcz, który zasłania ją niemal w całości.

NIEZWYKŁA SPOSTRZEGAWCZOŚĆ - NIEZWYKŁY SŁUCH - NIEZWYKŁY WĘCH - OSZUSTWO


Wysłany: 2015-09-09, 02:18   
   MULTIKONTA: Elektra.


Jeszcze niedawno Cocatrice zachwycała się "dziką przyrodą" podmiejskiego sadu, lecz teraz długie łapy zaniosły ją w prawdziwie mroczne ostępy. Szła na tyle ostrożnie, na ile pozwalała jej wrodzona gapowatość; raz po raz odskakiwała z sykiem, gdy nastąpiła na zabłąkany kolec czy otarła się o kłującą roślinę. Pomimo niewygód, miejsce, w którym się znalazła, napełniało jej ciało niezwykłą energią. Każdym włoskiem czuła unoszącą się dookoła gęstą, przepełnioną życiem i śmiercią aurę ogrodu. Zdawała się pulsować w suchym powietrzu, objawiała się w dziwnym świetle, które nadawało wszystkim przedmiotom jednakowy kolor. A centrum tego poruszenia stanowiła wieża, wznosząca się wśród drzew niby przekleństwo.. lub znak. Nic więc dziwnego, że Widząca skierowała swe kroki właśnie w stronę tajemniczej budowli. Wspominałam już, że Ruda uwielbia przygody?

Cienie uciekały jej spod łap jak jaszczurki, gdy przedzierała się przez kolejne partie krzewów, kichając intensywnie. Tfu, zły urok. Wszędzie czarcie purchawy, jak na złość porozstawiane tam, gdzie zdecydowała się nadepnąć. Coco niemal widziała, jak z unoszącego się dookoła pyłu formują się sylwetki duchów.. To miejsce było ich pełne, bez wątpienia. Jednak Wróżbitka już się do nich przyzwyczaiła, nie były więc w stanie wywrzeć na niej wielkiego wrażenia. A już z pewnością nie mogły jej powstrzymać przed dotarciem do celu! W końcu odważna z niej była bestyjka.

Gdy wreszcie wyplątała się z gęstwiny i otrząsnęła, stojąc u stóp wieży, usłyszała dobiegające z wnętrza krzyki. Wrzaski, poprawiła się w myślach, czując, że cierpnie jej skóra. To nie było normalne, to nie było znane. Duchy tak nie krzyczą.
Lecz im większy lęk wzbudzała w Coco nieznana sytuacja, tym większa rozbudzała się w niej ciekawość. Na przekór rozsądkowi, zaczęła skradać się do najbliższego, pozbawionego szyb okna. Pierwszy szedł nos, ten wierny towarzysz; poruszał się intensywnie, łowiąc demoniczne wonie. Coś pachniało źle, źle, źle. Uszy z trudem odlepiały się od czaszki, usiłując bronić się przed strasznym dźwiękiem.
Ruda głowa mignęła w okienku. Następnie przemieściła się w stronę zbutwiałych drzwi i pchnęła je z całych sił. Jej właścicielka usiłowała przebić wzrokiem ciemność. Ostrożnie wkroczyła do pomieszczenia, wystawiając się na błyszczące spojrzenia szczurów. Szydercza widownia.
Przemykając jak ognisty cień, Coco chyżo kierowała się w stronę źródła, z którego biła woń, dźwięk i puls. Wdrapała się na schody i wychynęła zza ściany, by obrzucić czujnym spojrzeniem piętro wieży. Gdy to uczyniła, z trudem stłumiła pisk. Coś wiło się tam, tuż obok, jęcząc jak wszystkie upiory podziemi i wionąc zapachem stu diabłów. A najgorsze, że w tym czymś Cocatrice dopatrzyła się.. wilka.
_________________
 
 
Głuszek ...Okruszek, Głuszek-Kłębuszek




niewolnik

Dorosły

PŁEĆ:  samiec
ROK URODZENIA:  4 lata

STAN POSTACI:  Cały w strupach i bliznach, z burej sierści mocno wyleniały. Wychudły i brudny. Cuchnie błotem i stęchlizną.
STATUS MAJĄTKOWY:  bez grosza.
EKWIPUNEK:  Duża flaszeczka bez trucizny; Mikstura Snu.

ZNAJOMOŚĆ HISTORII I WIEDZA GEO-POLITYCZNA | CZYTANIE I PISANIE | ARYTMETYKA | ANATOMIA


Wysłany: 2015-09-09, 18:13   
   MULTIKONTA: Yekuggon; Bronkeay


Może to ja zawsze krzyczałem, może nie było tu żadnych demonów? One słyszą moje myśli, posiadły mój umysł wraz z całą resztą... To był podstęp Rogatego, on kazał im wycofać się dopiero po rozlaniu trucizny, tak żebym nie wiedział, że już ich tu nie ma. Rozlałem mleko na nagą skórę, jakbym chciał oczyścić się z ciała, ale wilk to nie jest stworzenie, którego intelekt zdolny jest pojąć naturę astralnej egzystencji. Nie mogę umrzeć, ale nie mogę uwolnić się od mięsa... Moje wnętrzności gniły ku większej chwale Rogatego i na jego rozkaz, wszystko dla cierpienia.
Moje lub ich rany pulsowały rytmem paianów snutych przez samą Naturę. Ah, świeża soczewica wsiąkała w stare deski, ja tarzałem się w niej. Jaka szkoda, że nie wierzyłem w czas! Mógłbym wtedy liczyć minuty, wyczekując końca.

Ujrzałem rude łapy i parę upiornych ślepiów - znaleźli mnie! A ja jestem zbyt wieczny, żeby dać się schwytać. Raz obrzuciłem ją wzrokiem, później po ścianie dobiegłem do okna. Tak, tak, wyskoczyłem.

Kiedyś dojdę tam, gdzie będę całkiem sam.
 
 
Cocatrice Słodka Trzpiotka.




obywatel

Wróżbitka

PŁEĆ:  samica
ROK URODZENIA:  97. A może 5? Czy raczej 9?

STAN POSTACI:  Alternatywny, dziękuję.
STATUS MAJĄTKOWY:  ubogi.
EKWIPUNEK:  Naszyjnik z ostatnimi srebrnikami, strzępki wstążek i.. któż wie, co jeszcze skrywa w swym przepastnym futerku. (Pewnie błoto.) Na grzbiecie nosi obszerny płaszcz, który zasłania ją niemal w całości.

NIEZWYKŁA SPOSTRZEGAWCZOŚĆ - NIEZWYKŁY SŁUCH - NIEZWYKŁY WĘCH - OSZUSTWO


Wysłany: 2015-09-09, 18:44   
   MULTIKONTA: Elektra.


Ruda przez chwilę stała nieruchomo, zdjęta grozą i obawą, ledwo pojmując to, co właśnie ujrzała. Na szczęście miała dość pojemny umysł i szybko przyswajała nowe idee. Tylko dzięki temu pogodziła się z myślą, że, owszem - ten koszmarnie poraniony, cuchnący wilk właśnie wyskoczył przez okno. To niecodzienne, lecz prawdziwe odkrycie sprawiło, że powoli w jej wnętrzu wzbierało zdecydowanie, szybko wypierając strach i niepewność. Kimkolwiek był ten dziwny typek, Coco nie zamierzała stać bezczynnie i patrzeć, jak się zabija! Zaklęła w sposób, o który nie podejrzewa się zazwyczaj eleganckich panien w jej wieku i pędem zbiegła po schodach, prychając na szczurzyska. W błyskawicznym tempie pokonała trasę, którą uprzednio kroczyła z taką ostrożnością. Nie minęła chwila, gdy znów stanęła u stóp wieży, rzucając dookoła rozgorączkowane spojrzenia.

Znalazła wilka. Wyglądał gorzej niż niejedne zwłoki, które Cocatrice miała przyjemność napotkać na swej drodze. Musiał być ogłuszony upadkiem i oślepiony słońcem, które tutaj, poza budowlą, zdawało się wdzierać przemocą w każdy por skóry i pręcik oczu*. Ognista zjawa pochyliła się nad biednym stworzeniem, czując szczypanie w nosie (złe, złe, ZŁE!, wołały wszystkie czujki w jej głowie). Nie czekając, aż nieznajomy znów zacznie uciekać (jak w ogóle może się poruszać przy takich ranach?, zastanawiała się, szczerze zdumiona), Coco zaczęła własnymi łapami ścierać truciznę z ciała basiora. Delikatne poduszeczki piekły okrutnie, lecz wilczyca nie ustawała w wysiłkach. Raz po raz jej ciemne oczy zerkały badawczo na pysk nieznajomego.
- Kim Ty jesteś, co? - mruczała, ze zdenerwowania przygryzając wargę. - Nie kręć się; przecież Cię nie zjem, no.
Była szarlatanką, nie medyczką. Nie miała pojęcia, czy zdoła pomóc temu wilkowi.


*w czopki zresztą też.
_________________
 
 
Głuszek ...Okruszek, Głuszek-Kłębuszek




niewolnik

Dorosły

PŁEĆ:  samiec
ROK URODZENIA:  4 lata

STAN POSTACI:  Cały w strupach i bliznach, z burej sierści mocno wyleniały. Wychudły i brudny. Cuchnie błotem i stęchlizną.
STATUS MAJĄTKOWY:  bez grosza.
EKWIPUNEK:  Duża flaszeczka bez trucizny; Mikstura Snu.

ZNAJOMOŚĆ HISTORII I WIEDZA GEO-POLITYCZNA | CZYTANIE I PISANIE | ARYTMETYKA | ANATOMIA


Wysłany: 2015-09-09, 23:45   
   MULTIKONTA: Yekuggon; Bronkeay


Słońce uwaliło się na mię, wgniotło mnie w ziemię i zmięło żyły, tak że kończyny mrowiły mię przez osłabione krążenie. Ba! Nawet język mi zdrętwiał i wargi. Nie mogłem się ruszyć, żeby nie poczuć potwornego bólu, którym oprawca karał mnie za nieposłuszeństwo. Szczęście, że ten rakarz był bezrozumny, choć równie okrutny.
Za to pod powiekami widziałem brunatną, ciepłą otchłań. Jakże aksamitna była i spokojna! Wyciągała do mnie swoje nogogłaszczki, próbowała tknąć mnie, ale ostrożnie i opiekuńczo tak. Zachowywała się obrzydliwie i irracjonalnie, prawie jak matka, jednak nie miałem siły dalej uciekać.

Długo albo krótko oglądałem spadające na kamień krople. Drążyły w nim gładką nieckę, pamiętam.

Ruda szukała czegoś w moich oczach. Znalazła to lub nie, dlatego zaczęła syczeć.
Dotyka mnie, widzę to wyraźnie, ale nie wiem dlaczego tak czyni - ona jest wysłanniczką Staruchy lub Bestii a żadna z nich nie znajdowała w tym korzyści. Nie słyszę co mówisz, do cholery. Nie odpowiem ci, bo jestem głuchy.
 
 
Cocatrice Słodka Trzpiotka.




obywatel

Wróżbitka

PŁEĆ:  samica
ROK URODZENIA:  97. A może 5? Czy raczej 9?

STAN POSTACI:  Alternatywny, dziękuję.
STATUS MAJĄTKOWY:  ubogi.
EKWIPUNEK:  Naszyjnik z ostatnimi srebrnikami, strzępki wstążek i.. któż wie, co jeszcze skrywa w swym przepastnym futerku. (Pewnie błoto.) Na grzbiecie nosi obszerny płaszcz, który zasłania ją niemal w całości.

NIEZWYKŁA SPOSTRZEGAWCZOŚĆ - NIEZWYKŁY SŁUCH - NIEZWYKŁY WĘCH - OSZUSTWO


Wysłany: 2015-09-10, 11:40   
   MULTIKONTA: Elektra.


Nie miała pojęcia, co dzieje się w głowie niezwykłego stworzenia, które miała przed sobą. Nadal usiłowała złapać z nim jakiś kontakt, lecz rudy instynkt uznał, iż w pierwszej kolejności musi się pozbyć cuchnącej brei, zalegającej na futrze wilka. Wszystkie zmysły były zgodne w tej kwestii; mazidło należało usunąć.
Korzystając z faktu, że jej "pacjent" zrezygnował z ucieczek i widowiskowych skoków, Coco kontynuowała żmudną pracę. Wiedziała już, jak bardzo jest to bezsensowne; trucizna miała dość czasu, aby wniknąć głęboko w sierść i skórę. Pozostawała jej nadzieja, że nie jest to specyfik z rodzaju tych, co zabijają.. Lecz paskudny zapach śmierci sugerował co innego. W tej chwili trzpiotka oddałaby ćwierć duszy za wiadro wody.
Właśnie.. Woda.. Ruda zamarła na moment, rozglądając się czujnie. Skoro ktoś wybudował tu wieżę, musiał też zadbać o źródło czystej wody, czyż nie? Nie minęła chwila, a bystre oczy Widzącej napotkały nieopodal zarys niewielkiej studzienki. Coco rzuciła leżącemu wilkowi (bardziej jak skóra, niż coś żywego) jeszcze jedno badawcze spojrzenie, ale uznała, że wszelkie próby poruszenia go mogą mieć fatalne skutki; licho wie, czy przy twardym spotkaniu z ziemią nie przetrącił sobie kręgosłupa. Pozostawiła go więc w pozycji, której z pewnością nie można było uznać za "bezpieczną". A, co tam; jak ma przeżyć, to przeżyje.

Studnia istotnie była malutka, ale głęboka i - na całe szczęście - niezasypana. Ruda pochyliła się nad nią i pociągnęła za sznur, modląc się w duchu do wszystkich stropanów i gumienników, aby nie okazał się przegniły. Lina stawiła opór; dobry znak. Po chwili niepewności, Coco udało się wyciągnąć z czeluści ziemi podstarzałe wiadro, pełne może i mętnej, ale z całą pewnością płynnej wody. Waderka odetchnęła z ulgą i czym prędzej chwyciła naczynie, chcąc jak najszybciej przenieść je w miejsce, gdzie leżał basior. Nie była typem kulturystki, więc wiadro ciążyło jej niemiłosiernie.

Powracając, obarczona brzemieniem wody życia, Coco mimowolnie zaczęła zastanawiać się, czy ten strzępek wilka faktycznie usiłował popełnić samobójstwo. Gdyby o tym pomyśleć, mazidło na skórze i skok przez okno tworzyły dosyć spójny obraz. Ognista fuknęła cicho, gwałtownym ruchem wylewając zawartość wiadra na przednie łapy wilka. Chciała jeszcze sprawdzić, czy ta żrąca ciecz, którą miał na sobie, nie zachowuje się nieprzewidywalnie w kontakcie z wodą. Jeśli tak.. Cóż, łapy nie są aż takie ważne.
Zdecydowanie, Cocatrice nie miała za gorsz szacunku do cudzych samobójstw.
Czekając na skutki swojej operacji, Ruda położyła się obok wilka. Czy musiała przy tym pokonać niechęć? Możliwe, lecz dorastanie w swej "arystokratycznej" rodzinie sprawiło, że przywykła do rzeczy gorszych niż krew, spalone futro i wymioty. Tylko owa tajemnicza substancja wciąż jeszcze wywoływała u waderki zimne dreszcze..
Długołapa istotka zwinęła się na posłaniu z bluszczu, zerkając na kończyny nieznajomego i usiłując wyczuć jego aurę. Co prawda większość bajań o "wewnętrznej energii" była bzdurami, które wymyślała na poczekaniu, aby zaspokajać ciekawość wilków przychodzących do niej po radę, lecz.. kontakt fizyczny faktycznie sprawiał, że wytężone zmysły Coco wkładały do jej podświadomości mnóstwo informacji o drugiej osobie. Teraz Wróżbitka chciała wiedzieć po prostu, co się dzieje z temperaturą, nastawieniem i oddechem tego niewolnika.
_________________
 
 
Głuszek ...Okruszek, Głuszek-Kłębuszek




niewolnik

Dorosły

PŁEĆ:  samiec
ROK URODZENIA:  4 lata

STAN POSTACI:  Cały w strupach i bliznach, z burej sierści mocno wyleniały. Wychudły i brudny. Cuchnie błotem i stęchlizną.
STATUS MAJĄTKOWY:  bez grosza.
EKWIPUNEK:  Duża flaszeczka bez trucizny; Mikstura Snu.

ZNAJOMOŚĆ HISTORII I WIEDZA GEO-POLITYCZNA | CZYTANIE I PISANIE | ARYTMETYKA | ANATOMIA


Wysłany: 2015-09-10, 23:47   
   MULTIKONTA: Yekuggon; Bronkeay


Odeszła.
Czułem to obmierzłe pulsowanie mięsa, zupełnie zdesynchronizowane z rytmem ziemi pode mną. Moje ciało wyraźnie starało wyodrębnić się z Chaosu, próbowało stanowić dlań kontrsiłę, opierało się przed srogą inwazją woli zewnętrznego monolitu, jakby faktycznie zapomniało, że istnienie jego jest przypadkowe i pozbawione znaczenia. Dlaczego miałbym czynić podobnie? Ucieczka przed niczym nie ratuje mię, dalej nie nabiorę sensu. Ona przyda mi tylko cierpienia, chwały Rogatemu; przecież byłem tak zmęczony... Wystarczyło rozluźnić mięśnie i pozwolić efemerycznym błechom swobodnie frygać po nerwowych postronkach. Tak, pragnąłem rozkoszy czystej indolencji, pragnąłem zanurzyć się w bierności aż po same puste uszy.
Jak dziwka. Uległość... Jaką ja jestem kurwą! Zawsze byłem tak słaby? Gniję, gniję! Już i tak jestem martwy, mogę leżeć - przecież to nie ma znaczenia i nigdy nie miało. Wszelki opór uwypukliłby tylko egocentryzm mojego myślenia, co byłoby bezdennie głupie w obliczu boleśnie bliskiej obecności Rogatego. Czułem jak dyszy mi w drgający kark. Chciał znowu zrobić to... Był trochę jak Czarny, ale miał w sobie znacznie więcej finezji. Czarny zwyczajnie niszczył, Rogaty kazał cierpieć, zmuszał jednostki do samoniszczenia. Innemi słowy, uczynił on z kaźni wyjątkowo pociągającą maestrię.

Nie widziałem, kiedy przyszła. Oglądałem wtedy kaskadowo walącą się rzeczywistość. Nie zauważyłem, kiedy oblała mnie wodą. Cokolwiek chciała uczynić, nie miała możliwości zmiany woli Rogatego; on mógł zgnieść ją, rozebrać ze wszelkich warstw zeskorupiałej opoki, nim zdąży wyrzec słowo.
Wszystko było absurdalnie farsowe... Dlaczego zagłębiała się w to?
Dezorientacja ducha.
Dmuchnąłem jej w pysk gorącym powietrzem, bo w ten sposób nie wydam Bestii.
 
 
Cocatrice Słodka Trzpiotka.




obywatel

Wróżbitka

PŁEĆ:  samica
ROK URODZENIA:  97. A może 5? Czy raczej 9?

STAN POSTACI:  Alternatywny, dziękuję.
STATUS MAJĄTKOWY:  ubogi.
EKWIPUNEK:  Naszyjnik z ostatnimi srebrnikami, strzępki wstążek i.. któż wie, co jeszcze skrywa w swym przepastnym futerku. (Pewnie błoto.) Na grzbiecie nosi obszerny płaszcz, który zasłania ją niemal w całości.

NIEZWYKŁA SPOSTRZEGAWCZOŚĆ - NIEZWYKŁY SŁUCH - NIEZWYKŁY WĘCH - OSZUSTWO


Wysłany: 2015-09-11, 00:25   
   MULTIKONTA: Elektra.


Coco przekrzywiła głowę. Nie mogła pojąć, co dzieje się w umyśle tego stworzenia. Jego zapach, zachowanie, gesty i reakcje nie tworzyły spójnego obrazu. Z uwagi na sytuację i stan, w jakim zastała basiora, Ruda uznała, że to pewnie sprawka jakichś dragów. Sama ta myśl sprawiła, że jej oczy błysnęły żywiej.. by za moment przygasnąć i zmatowieć, kiedy wadera pogrążyła się w zadumie. Nie, nie wyczuwała od niego żadnych ziół czy substancji. Przynajmniej tych, które sama znała. Oczywiście, smród złowrogiej mazi mógł wszystko maskować.

Czując na nosie trupi oddech, Cocatrice bezczelnie odwdzięczyła się dmuchnięciem w skatowany pysk. Ot tak. Działania Rudej często były impulsywne.

Kiedy upewniła się, że pod wpływem wody łapy wilka nie zamieniły się w stopione mięso ani płonące pochodnie, Widząca bezceremonialnie wylała na jego grzbiet resztę ożywczej cieczy, po czym wyruszyła po kolejne wiaderko. Właściwie nie wiedziała, co pocznie, gdy już ocuci niewolnika. Prawdopodobnie pójdzie na piwo.

Znów śliski sznur, ciężkie naczynie i chybotliwa droga pod górkę. Pięć razy o mało się nie wywaliła. Wszystko przez te długie łapy, mruczała pod nosem, usiłując usprawiedliwić całkowity brak ruchowej koordynacji. Marną miała wymówkę, i wiedziała o tym.

Kolejna porcja wody z chlustem opadła na wilka. Przez chwilę miał spokój, ale później przybyła jeszcze jedna - i została wylana prosto na jego umęczony łeb.
Ognista stanęła z opuszczoną głową, wypuszczając z zębów puste wiaderko. Dyszała, jakby przed chwilą przebiegła maraton. Zdecydowanie nie miała kondycji. Ani wprawy.
Usiłując złapać oddech, rzucała spojrzenia na tajemniczego typka. Zapach trucizny powoli ulatniał się i wsiąkał w bluszcz wraz z kroplami wody, które jedna po drugiej spływały po zaniedbanej sierści. Kap, kap. W ich wędrówce było jakieś piękno.
- Kim jesteś? - zapytała znów.
_________________
 
 
Głuszek ...Okruszek, Głuszek-Kłębuszek




niewolnik

Dorosły

PŁEĆ:  samiec
ROK URODZENIA:  4 lata

STAN POSTACI:  Cały w strupach i bliznach, z burej sierści mocno wyleniały. Wychudły i brudny. Cuchnie błotem i stęchlizną.
STATUS MAJĄTKOWY:  bez grosza.
EKWIPUNEK:  Duża flaszeczka bez trucizny; Mikstura Snu.

ZNAJOMOŚĆ HISTORII I WIEDZA GEO-POLITYCZNA | CZYTANIE I PISANIE | ARYTMETYKA | ANATOMIA


Wysłany: 2015-09-15, 23:16   
   MULTIKONTA: Yekuggon; Bronkeay


Brudna woda spłynęła mi do jeziorka łzowego i podrażniła oczy, zamknąłem je więc.
Pod cienką, lepką powłoką powiek wciąż widziałem, moje ślepia są absolutne. Światów było wiele, każdy rozpięty był w innym czasie, ale niekoniecznie w innej przestrzeni. Swobodnie przeskakiwałem z rzeczywistości w rzeczywistość pośród wszechobecnego chaosu hiperfraktala, przyczyny przyczyn. To nie był bóg, to nie był też pierwszy poruszyciel... To po prostu Azathoth, bezrozumny i ostateczny.
Kąpałem się w krwi, w katordze miliona istnień, patrzyłem na zgniliznę i śmierć, upadłem tysiąc razy. Tak, tak, Rogaty zmuszał mnie, bym pokochał cierpienie. Jest ono prawem Natury, błogosławieństwem i karą, przymiotem stworzenia, który czynił z niego realny byt. Jest ono podstawą klasyfikacji wszechświata - jeżeli coś może powstać, może też zwalić się. Sinusoida to proste przedstawienie tego, co dzieje się i dziać zawsze będzie; im bliżej końca, tym bliżej początku, istnienie jest powodem i skutkiem destrukcji, rozpaczy i upadku. Rozkład to naturalny element egzystencji, który wilk poznał jedynie powierzchownie, na który wilk bał się patrzeć. Tak nęcące były dla mię te bezkresne pola smrodu i śmierci... Zupełnie ciemne, zupełnie nieznane. Koszmar włóczęgi, którego nikt jeszcze nie przeżył. Będę pierwszy.
Rogaty, kocham cię. Zawsze troszczyłeś się o mnie i chciałeś uczynić mnie kimś. Ja wiem, że byłem głupi, że odrzuciłem twoją pomoc, która wynikała jeno z dobrej woli, z miłowania. Ścigasz mnie teraz po całym świecie, we wszystkich czasach, ale dlaczego? Kim jestem? Przecież uciekłem, zamiast oddać się.
Oddać się...
Jak kurwa.
Nie myślałem dzisiaj, jutro albo wczoraj zbyt dobrze. Cokolwiek zrobi ta suka i tak nie mogłem się przeciwstawić, o cokolwiek pytała - nie mogłem odpowiedzieć.
- Bo jestem głuchoniemy, suko.
 
 
Cocatrice Słodka Trzpiotka.




obywatel

Wróżbitka

PŁEĆ:  samica
ROK URODZENIA:  97. A może 5? Czy raczej 9?

STAN POSTACI:  Alternatywny, dziękuję.
STATUS MAJĄTKOWY:  ubogi.
EKWIPUNEK:  Naszyjnik z ostatnimi srebrnikami, strzępki wstążek i.. któż wie, co jeszcze skrywa w swym przepastnym futerku. (Pewnie błoto.) Na grzbiecie nosi obszerny płaszcz, który zasłania ją niemal w całości.

NIEZWYKŁA SPOSTRZEGAWCZOŚĆ - NIEZWYKŁY SŁUCH - NIEZWYKŁY WĘCH - OSZUSTWO


Wysłany: 2015-09-16, 00:07   
   MULTIKONTA: Elektra.


Ruda przysiadła, wciąż jeszcze usiłując dogonić własny oddech i uspokoić serducho. Kto by pomyślał, że wiaderko będzie takie ciężkie? Na szczęście wyglądało na to, że nie będzie musiała nosić kolejnych porcji wody, bo basior powoli dochodził do siebie.. Tak jakby. Postanowił się nawet odezwać. Słowa, które wypowiedział, nie zrobiły na Coco wielkiego wrażenia, lecz sprawiły, że waderka zmarszczyła z niesmakiem nosek. Głuchy czy niemy, nie będzie jej obrażał! Co to, to nie. Cocatrice zbyt często słyszała podobne wyzwiska, aby być skłonną wybaczyć kolejne.
Położyła uszy po sobie, świdrując wilka obrażonym wzrokiem. Słowa nie były tu potrzebne; zraniona duma przebijająca się przez spojrzenie czarnych ślepków mówiła wszystko.
- W takim razie powinni Ci odjąć ten jęzor. - wymamrotała, nie dbając już o to, czy zostanie usłyszana.

Niespodziewana bariera komunikacyjna nie zraziła jej bynajmniej; Wróżbitka od niepamiętnych czasów uznawała wyższość sygnałów niewerbalnych i żywiła przekonanie, że można łatwo porozumieć się bez słów. Lecz ten typek był dla niej niemiły! A ona tyle wody się dla niego nanosiła. Postanowiła więc, że nie wyciągnie do niego łapy jako pierwsza. Gdyby nie to, iż dopiero co uratowała basiorowi życie (pewną rolę odgrywał też niemniej istotny fakt, że nieznajomy nie pachniał za dobrze), Ruda pewnie połaskotałaby go już swoimi kiełkami za tę "sukę" miast powitania. Powstrzymała się jednak i poprzestała na wyglądaniu na obrażoną. Jest to sztuka walki znana wszystkim kobietom, którą Coco opanowała, będąc jeszcze małą szczeniarą.
W sumie.. Często nadal zachowywała się jak dzieciak. W tej chwili - bardzo naburmuszony, uparty dzieciak.
_________________
 
 
Głuszek ...Okruszek, Głuszek-Kłębuszek




niewolnik

Dorosły

PŁEĆ:  samiec
ROK URODZENIA:  4 lata

STAN POSTACI:  Cały w strupach i bliznach, z burej sierści mocno wyleniały. Wychudły i brudny. Cuchnie błotem i stęchlizną.
STATUS MAJĄTKOWY:  bez grosza.
EKWIPUNEK:  Duża flaszeczka bez trucizny; Mikstura Snu.

ZNAJOMOŚĆ HISTORII I WIEDZA GEO-POLITYCZNA | CZYTANIE I PISANIE | ARYTMETYKA | ANATOMIA


Wysłany: 2015-09-16, 20:18   
   MULTIKONTA: Yekuggon; Bronkeay


Byłem tak cholernie zmęczony, że odwróciłem łeb od niej, jak zaczęła gapić się na mnie i buczeć. Nie miałem pojęcia, czego ode mnie chciała, ale nie umiałem dowiedzieć się tego. Po prostu leżałem i czekałem, tak bardzo potrzebowałem snu...
Kiedy ostatni raz słyszałem szczęk łańcuchów? Moja szyja była spuchnięta, aż krwawiła pod naciskiem żelaznej obroży, pamiętam. Wszyscy wokół płakali, krzyczeli i klęli, idioci, zamiast myśleć. Nikt nie patrzył na katów, nikt nie uczył się norm, nikt nie próbował wykorzystać danych mu narzędzi. Oni zwyczajnie podzielili się na grupki, niektórzy próbowali wzniecać bunty, a wtedy było tylko więcej krwi.
Trzeba płynąć. Niech świat wznosi mię i poniża, ja poznam jak użyć wiedzy - w bólu i urynie wyuczę się.
 
 
Cocatrice Słodka Trzpiotka.




obywatel

Wróżbitka

PŁEĆ:  samica
ROK URODZENIA:  97. A może 5? Czy raczej 9?

STAN POSTACI:  Alternatywny, dziękuję.
STATUS MAJĄTKOWY:  ubogi.
EKWIPUNEK:  Naszyjnik z ostatnimi srebrnikami, strzępki wstążek i.. któż wie, co jeszcze skrywa w swym przepastnym futerku. (Pewnie błoto.) Na grzbiecie nosi obszerny płaszcz, który zasłania ją niemal w całości.

NIEZWYKŁA SPOSTRZEGAWCZOŚĆ - NIEZWYKŁY SŁUCH - NIEZWYKŁY WĘCH - OSZUSTWO


Wysłany: 2015-09-16, 23:55   
   MULTIKONTA: Elektra.


Cocatrice dąsała się jeszcze przez chwilę, lecz stopniowo górę brało w niej zwykłe, wilcze współczucie. Mrukliwy typek wydawał się zagubiony, poraniony.. i wyraźnie unikał odpowiedzialności za swe słowa, to prawda. Ruda uznała, że nie wyróżnia go to niczym z szeregu tych nowych, niewychowanych niewolników, których ostatnimi czasy było w Cesarstwie jak przysłowiowych mrówków. Lecz kimże ona była, aby to oceniać? Przecież mętnie pamiętała jeszcze dzień, gdy sama przybyła do tej dziwnej krainy. Może tylko łut szczęścia uchronił ją od losu podobnego do..

.. do tego.

Właściwie, jaki był los niewolnika? Tego konkretnego Niewolnika; co do przynależności społecznej, Coco nie miała w tym przypadku wielkich wątpliwości. Zresztą, w ogóle rzadko je miewała. Nadal jednak pozostawało pytanie, skąd wziął się tutaj i dokąd zmierzał? Wróżbitka była zaintrygowana, ponieważ niewiele mogła wyczytać z miny oraz gestów tego tajemniczego osobnika. Ciekawość narastała w niej niepowstrzymanie, jak fala przypływu. W końcu wezbrała na tyle, że pchnęła waderę do działania.

Coca zdobyła się na ostatni wysiłek i poczłapała po kolejne, niepełne wiadro wody. Kiedy już przytargała je w pobliże Pana Milczka, przysiadła na bluszczu u boku postrzępionego wilka. Zanurzyła łapę w chłodnym płynie i zaczęła przemywać nim otarcie na łokciu basiora. Ciemne oczyska migotały, gdy wodziła nimi za wzrokiem nieznajomego, usiłując pochwycić jego spojrzenie.
_________________
 
 
Głuszek ...Okruszek, Głuszek-Kłębuszek




niewolnik

Dorosły

PŁEĆ:  samiec
ROK URODZENIA:  4 lata

STAN POSTACI:  Cały w strupach i bliznach, z burej sierści mocno wyleniały. Wychudły i brudny. Cuchnie błotem i stęchlizną.
STATUS MAJĄTKOWY:  bez grosza.
EKWIPUNEK:  Duża flaszeczka bez trucizny; Mikstura Snu.

ZNAJOMOŚĆ HISTORII I WIEDZA GEO-POLITYCZNA | CZYTANIE I PISANIE | ARYTMETYKA | ANATOMIA


Wysłany: 2015-09-18, 00:26   
   MULTIKONTA: Yekuggon; Bronkeay


Ruda dotykała mnie.
Wszystko wydawało mi się iluzją, jakbym patrzył na to spoza ciała. Mała scena z miniaturowymi rekwizytami w łapach ulepionych z gliny aktorów. Ah, kwiaty wyglądały pięknie, ale nie pachniały, słońce mieniło się pośród strug płynącej po ziemi wody, ale nie grzało, wiatr dął w koronach drzew, jednak nie słyszałem szelestu ani jednego liścia; wszystko jest grą świateł. Nawet rany na moim ciele wyglądały piekielnie realistycznie, lecz żadnego bólu nie czułem, gdy dotykała ich. Eidofusikon - zaraz uduszę się w tej klitce.

Czy jestem brudny, skoro dotyka mnie przez wodę? Wyraźnie wyczuwam jej miesięczną krew, powinna dziś spać na zewnątrz. Oriole zawsze spała tam, gdzie kazałem. Była taka lepka i nieświeża... Zabiłbym tę szmatę i spalił, jest kumulacją szkodliwych cech.
Sieroty, sieroty... ciągle srały po kątach i kradły. Myślę, że powinniśmy je wszystkie wystrzelać, tak samo jak bezpłodne wadery. Samice służą tylko do rozrodu, nie nadają się do niczego więcej. Ich dziwaczne widzimisię, hormony cyklicznie uderzające do łba, druzgocące szczątki logicznego myślenia, do jakiego zdolne były ich małe mózgi, słabe ciała i absurdalne odruchy doprowadziły już do upadku wielu, naprawdę wielu mocarstw, społeczeństw, spółek, interesów i jednostek. Wykrętnie, cwanie wykorzystały rolę matki, by wymusić na nas inadekwatną wdzięczność i omotały nas nią, żeby nauczyć nas kochać to, co jest słabe i uległe, żeby nauczyć nas patologicznej litości. Dlaczego buntowały się wobec samej Natury i jej praw, zamiast zostać niewolnicami? Bunty powodują tylko większy rozlew krwi. Nie było szansy, aby idea tak plugawa mogła wypaczyć świat w całym swoim ogromie. Szczęście, że wciąż są wśród nas tacy, jak Rogaty i... Czarny.
Biesie, gdzie jesteś? Gdzie poszedłeś? Chciałbym, żebyś zjawił się tu i zrobił z nią to, co zawsze z nimi robisz.

Leżałem i patrzyłem na nią tylko, jak grzebała przy mojej łapie. Nie mogłem się ruszyć, dusiło mię w piersi straszliwie. Podejrzewam, że skórę na pysku miałem śmiesznie ściągniętą, dziąsła upijały moje wargi.
 
 
Cocatrice Słodka Trzpiotka.




obywatel

Wróżbitka

PŁEĆ:  samica
ROK URODZENIA:  97. A może 5? Czy raczej 9?

STAN POSTACI:  Alternatywny, dziękuję.
STATUS MAJĄTKOWY:  ubogi.
EKWIPUNEK:  Naszyjnik z ostatnimi srebrnikami, strzępki wstążek i.. któż wie, co jeszcze skrywa w swym przepastnym futerku. (Pewnie błoto.) Na grzbiecie nosi obszerny płaszcz, który zasłania ją niemal w całości.

NIEZWYKŁA SPOSTRZEGAWCZOŚĆ - NIEZWYKŁY SŁUCH - NIEZWYKŁY WĘCH - OSZUSTWO


Wysłany: 2015-09-18, 13:05   
   MULTIKONTA: Elektra.


Nieświadoma myśli bulgocących w głowie basiora, Cocatrice kontynuowała przemywania najpaskudniejszych ran. Było ich sporo. Właściwie cała skóra wilka prezentowała się nieciekawie. Patrząc na niego w tej chwili, łatwo można by pomyśleć, że ma się do czynienia z trupem - z tym płytkim oddechem i sardonicznym uśmieszkiem wykrzywiającym pysk.
Kątem oka, na pograniczu wzroku, Wróżbitka dostrzegała duchy pełznące z całego ogrodu i pochylające się nad tym strzępkiem godności. Ignorowała je uparcie, nie chcąc dać im satysfakcji. One tylko czekają na to, by ktoś je dostrzegł. W tym miejscu i czasie, Cocatrice nie czuła się na siłach do prowadzenia nudnych pogawędek z duchami. Zawsze czegoś chciały.
Wszyscy czegoś chcą. Taki to już świat.
Ona też chciała. W tej chwili bardzo chciała się napić. Mlasnęła jęzorem i zaczerpnęła łyk wody z wiaderka; miała smak mułu, ziemi i głębi. Pewnie właśnie taką wodę pijają demony. Nie zaspokajała jednak pragnienia Coco. Wadera przygryzła wargę, po czym dyskretnie wykręciła szyję, przez chwilę gmerając ryjkiem w swej gęstej grzywie. I tam, pośród naszyjników z monet, totemów, artefaktów i przedmiotów mocy kryło się to, na co Ruda miała taką ochotę - malutka, szczelnie zamknięta buteleczka.
Wystarczył jeden wprawny ruch, aby zerwać ją z rzemienia, później następny - i korek odskoczył z cichym puknięciem, a w powietrzu rozszedł się głęboki, jabłkowy aromat. Cocatrice pociągnęła szybki łyczek, po czym zamyśliła się i z lekkim ociąganiem skierowała flaszeczkę w stronę głuchego wilka. Ruda lubiła dostatek i luksusy, ale zdecydowanie nie była skąpa. A taki calvados to nie w kij dmuchał.. Już sam zapach mógł postawić umarłego na łapy. Poza tym szósty zmysł podpowiadał Widzącej, że basiorowi przyda się kopniak na rozgrzewkę. Była ciekawa, czy da radę napić się sam. Czy w ogóle zareaguje na propozycję.

Szóstym zmysłem Coco wyczuwała także echa myśli wilka, jego nastawienie. Jego wrogość. Zresztą, aby to zauważyć, nie trzeba było być medium. Można się więc zastanowić, dlaczego w dalszym ciągu poświęcała czas temu brudnemu, gburowatemu niewolnikowi, który przed chwilą zrobił chyba wszystko, co mógł, aby odebrać sobie życie. Który nawet w obecnym stanie mógł stanowić zagrożenie. Który nie miał nic do zaoferowania, jak większość tej służalczej zgrai; ba, ten niewolnik nie miał nawet Pana.
A jednak Cocatrice się nie zastanawiała. Po prostu działała. Może była jak te duchy, te sępy, przyciągane przez cudze nieszczęście. Albo zwyczajnie.. aż tak brakowało jej towarzystwa, że nieprzyjazny, odrapany, głuchoniemy wilk zdawał się znośną kompanią.
_________________
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


© Deireadh
Zakaz kopiowania treści oraz kodów
zawartych na forum bez pozwolenia administracji.

Szata graficzna i kody autorstwa Runthora i Viserysa.
Pola profilu w oparciu o corazon.



BlackButler HogwartDream Krol Lew

Vampire Knight