Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl


 Ogłoszenie 

Aen Safirrespeath
Zaprawdę powiadam wam; oto nadchodzi dzień smrodu i zgnilizny, dzień wilczej zagłady. Nadchodzi Czas Białej Mgły i Czarnej Dupy, Czas Szaleństwa i Czas Siusiactwa, Tedd Deireadh, Ted Bundy, Czas Końca. Świat umrze i się nie odrodzi. Nie odrodzi się z Chęci Userów, z Pstrąga w Moim Zadzie, z Płaczu Ranfo. Ranfo, która nie przestanie płakać, lecz wpadnie w depresję. Moshi moshi, bakayaro! Tak będzie! Wypatrujcie siusiaków! Jakie to będą siusiaki, rzeknę wam - wprzód z mogił powstaną umarli, wrócą duchy niespokojne, żądne waszej krwi i łez. Niebo rozstąpi się na dwoje, i zstąpi czworo Bogów Admynów, i zapewni wam ostateczną rozrywkę przed zniszczeniem świata. A potem będzie tylko ciemność i brak możliwości zarejestrowania się. Tak rzekła Wieszczka Safira i Tak Się Stanie!

Pogoda
Lato dobiega końca i z drzew lecą uschnięte siusiaki. Nasila się wschodni wiatr, przynosząc ostatnie ciepłe podmuchy i obiecujący zapach mamałygi. Zaobserwowano nietypowy kierunek ptasich migracji; miast kierować się ku krainom południowym, zwierzęta odlatują we wszystkie strony świata. Wędrowcy powracający z gór twierdzą, że skały wydają z siebie buczące dźwięki.

Wieści z Cesarstwa
Jeśli ktoś kiedykolwiek chce popisać, to DIALB prosi o kontakt przez GG/PW :):)))):)))))))

Madraí Fiáin

» W całym Cesarstwie krążą plotki o rychłym końcu świata, który został jakoby przewidziany przez tajemniczą Wieszczkę Safirę. Wyznawcy przepowiedni zbierają się w grupki i krążą po traktach, głosząc słowa Aen Safirrespeath.
» Podobno ktoś widział w pałacu Echnatona, Ostatniego Legata Deireadh, utyskującego na nadmiar lewactwa i strzelającego zabójcze facepalmy. Wilk, który zawsze miał łeb na karku, stracił głowę!
» Nawiedzone Ignisdae - po mieście krążą duchy martwych obywateli. Mieszkańcy są przerażeni, kapłani nakazują spokój i modlitwę.
» Od niedawna w rejonach zbiorowych mogił ofiar nosówki wyczuwalne są lekkie trzęsienia ziemi. Uczeni ostrzegają: to może być niebezpieczne!
» Dramat niedoszłych matek: kilkanaście wader przysięga, że widziały swoje martwe dzieci, demoniczno uskrzydlone i przelatujące nad Dolnym Miastem.
» Wieści z frontu: na Północy pojawił się gigantyczny, płaski statek wykonany z pazurów - artystyczna rzeźba dzikusów czy kolejne paranormalne zjawisko?
» W Lustrze Niebios zaobserwowano wysyp tańczących mątw. Polna Warta odradza wybieranie się w to miejsce na randki.
» Pod miastem odnaleziono jaskinię, a w niej klapę, na której siedzi trójgłowy wilk. Na pewno da się go jakoś udobruchać.
» Wieści Nie Mają Sensu: pijaństwo rzutuje na jakość informacji. "Elektra znów nietrzeźwa" - potwierdza reszta ekipy.

Poprzedni temat «» Następny temat
Kącik poetycki :3
Autor Wiadomość
Seren Sarun Tulaśna




niewolnik

Protektorka

PŁEĆ:  samica
ROK URODZENIA:  AE 97

STAN POSTACI:  100 PŻ, brak prawego oka.
NIEWOLNIK/PAN:  Ela foverer
STATUS MAJĄTKOWY:  bez grosza.
EKWIPUNEK:  Zielony płaszcz i złota apaszka.

PONADPRZECIĘTNA WYTRZYMAŁOŚĆ - NIEZWYKŁY WĘCH - NIEZWYKŁY SŁUCH - ZDOLNOŚCI BOJOWE - CZYTANIE I PISANIE


Wysłany: 2016-02-13, 12:53   
   TYTUŁY: Perfekcyjna Pani Forum || Wszechobecna Bogini Weny Tfurczej || Lateksowy Nicpoń-Sadysta || Serduszko Jeżusia
   MULTIKONTA: Bragi, Lebredhel, Alex Schelke


_________________

 
 
Seren Sarun Tulaśna




niewolnik

Protektorka

PŁEĆ:  samica
ROK URODZENIA:  AE 97

STAN POSTACI:  100 PŻ, brak prawego oka.
NIEWOLNIK/PAN:  Ela foverer
STATUS MAJĄTKOWY:  bez grosza.
EKWIPUNEK:  Zielony płaszcz i złota apaszka.

PONADPRZECIĘTNA WYTRZYMAŁOŚĆ - NIEZWYKŁY WĘCH - NIEZWYKŁY SŁUCH - ZDOLNOŚCI BOJOWE - CZYTANIE I PISANIE


Wysłany: 2016-02-13, 21:06   
   TYTUŁY: Perfekcyjna Pani Forum || Wszechobecna Bogini Weny Tfurczej || Lateksowy Nicpoń-Sadysta || Serduszko Jeżusia
   MULTIKONTA: Bragi, Lebredhel, Alex Schelke


Do Sagi

Choć burza huczy wokół nas
i gdybym mówiła językami ludzi i aniołów,
to ile Cię trzeba cenić ten tylko się dowie,
kto z paskami spodnie nosi, hahahaczyk na bluzie.

Ty przychodzisz jak noc majowa,
jak ten chleb co złączył złote ziarna.
Między niebem i piekłem
odejdziesz za horyzont dnia.

I niech ryczy z bólu ranny łoś
(we łzach go czekam i trwodze).

Kobieto, puchu marny,
twoje usta dziś wyrzekły me imię
(Jenny, mam na imię Jenny),
a palce wydłużone w wiotką melancholię,
palce biją w nieskończoność...


...piękne posty. Dziękuję za MGowanie Tilla dla Brażki.
_________________

 
 
Dark #przed#po#w trakcie




arystokracja - Aeciasohr

Kat

PŁEĆ:  samiec
ROK URODZENIA:  96 AE

STAN POSTACI:  jak 27letni Woldzwagen golf 2
NIEWOLNIK/PAN:  Thalvaar, Bragi, Priori
STATUS MAJĄTKOWY:  bardzo zamożny.
EKWIPUNEK:  klucz do swej komnaty, peleryna,

EKSTRASPEKCJA || STRASZENIE || WSPINACZKA || ZDOLNOŚCI BOJOWE || MYŚLISTWO || CZYTANIE I PISANIE || ODPORNOŚĆ NA TRUCIZNY


Wysłany: 2016-02-21, 00:47   
   TYTUŁY: Pomocnik Zimowego Wędrowca || Mary Sue 2016 || Męska łza 2016 || De Sade 2016 || Poetycko ZRollowana || Głos Ludu || Apokryfa i Katabaza
   MULTIKONTA: Regulus



Kącik powinien być artystyczny, bo nie mam zamiaru wyrzucać moich prac naukowych w otchłanie internetowe :3
_________________
 
 
Seren Sarun Tulaśna




niewolnik

Protektorka

PŁEĆ:  samica
ROK URODZENIA:  AE 97

STAN POSTACI:  100 PŻ, brak prawego oka.
NIEWOLNIK/PAN:  Ela foverer
STATUS MAJĄTKOWY:  bez grosza.
EKWIPUNEK:  Zielony płaszcz i złota apaszka.

PONADPRZECIĘTNA WYTRZYMAŁOŚĆ - NIEZWYKŁY WĘCH - NIEZWYKŁY SŁUCH - ZDOLNOŚCI BOJOWE - CZYTANIE I PISANIE


Wysłany: 2016-02-21, 22:32   
   TYTUŁY: Perfekcyjna Pani Forum || Wszechobecna Bogini Weny Tfurczej || Lateksowy Nicpoń-Sadysta || Serduszko Jeżusia
   MULTIKONTA: Bragi, Lebredhel, Alex Schelke


Wilczki harcują, po Dei szarżują,
wszędzie dziś słychać donośny ich śmiech.
Zawsze zwycięskie, waleczne, rycerskie
(a gównoburze zapiorą nam dech).

Zobacz saaaam, jak te wilczki skaczą tam i siam.
Bo Deireadh cały net już zna.
Deireadh fajne jest.

(turu-turuuuu, turururu-tururuuuu!)

Abrakadabra, to Sageł i magia,
Sekretem są wiedźmy i DemĄniczne ZUO.
Alokus-mairokus dostarcza złych pokus,
lecz Luna zwycięży - dla preta to szok!

ZOBACZ SAAAAAAM, JAK TE WILCZKI SKACZĄ TAM I SIAM.
Bo Deireadh cały net już zna.
Bez Trzeciej Rzeszy jeeeest.
DEIREADH FAJNE JEEEEEST!
_________________

 
 
Seren Sarun Tulaśna




niewolnik

Protektorka

PŁEĆ:  samica
ROK URODZENIA:  AE 97

STAN POSTACI:  100 PŻ, brak prawego oka.
NIEWOLNIK/PAN:  Ela foverer
STATUS MAJĄTKOWY:  bez grosza.
EKWIPUNEK:  Zielony płaszcz i złota apaszka.

PONADPRZECIĘTNA WYTRZYMAŁOŚĆ - NIEZWYKŁY WĘCH - NIEZWYKŁY SŁUCH - ZDOLNOŚCI BOJOWE - CZYTANIE I PISANIE


Wysłany: 2016-02-21, 23:00   
   TYTUŁY: Perfekcyjna Pani Forum || Wszechobecna Bogini Weny Tfurczej || Lateksowy Nicpoń-Sadysta || Serduszko Jeżusia
   MULTIKONTA: Bragi, Lebredhel, Alex Schelke


Chciałby mieć pomnik trwalszy niż ze spiżu
(z diamentu, tytanu albo kryptonitu...)
Dialbu, co wciąż poszukuje Prestiżu
w swych sługoosobach - Ranfosie i Didu.

To Straży Kapitan (bo nie było komu...),
choć dumny szlachcic - ma mordę nikczemną.
On swojej Regentce nie złożył pokłonu...
...więc jego Prestiż ma wartość ujemną.
_________________

 
 
Light Srebrzyste Światełko




arystokracja - Aeciasohr

nieaktywna

PŁEĆ:  samica
ROK URODZENIA:  2 lata (28.03.2016)

STAN POSTACI:  75/100 HP | Podbite oczy, [połamane żebra (4 po prawej i 2 po lewej), złamana prawa przednia łapa, przetrącony prawy bark] - opatrzone; siniaki. Brak obrażeń wewnętrznych
NIEWOLNIK/PAN:  Niewolnik: Nie ma
STATUS MAJĄTKOWY:  zamożny.
EKWIPUNEK:  Różnobarwne gumki i spinki do futra, biała suknia w złote wzory, futro z norek, droga biżuteria, flakonik konwaliowych perfum

EMPATIA | CZYTANIE i PISANIE | ZDOLNOŚCI MANUALNE (GRA NA HARFIE) | ETYKIETA


Wysłany: 2016-02-25, 10:30   
   MULTIKONTA: Mihrimah, Roxy


Nanananana (hej)
Nanananana (wszyscy razem już)
Nanananana
Nanananana

Light (nanananana)
Light to Light (nanananana)
Labadab dab dab Light (nanananana)
Liiiiiiiight (nanananana)

Gdy raz ujrzysz na oczy
Jej światła ten blask
Wiele dni i wiele nocy
Myśl już, by nie zgasł
Ona cię zauroczy
Jak najjaśniejsza z gwiazd
I kiedy nagle sen gdzieś znikł
Obudzi cię ten radosny krzyk

To jest Light (nanananana)
Light to Light (nanananana)
Light to Light (nanananana)
Labadab dab dab Light (nanananana)

Light to Light wszyscy my już to wiemy
Light to Light podejdź już i poznaj ją
Light to Light my się trzymać z nią chcemy
Light to Light łapę poda nam swą (tak)

Gdy raz ujrzysz na oczy
Jej światła ten blask
Wiele dni i wiele nocy
Myśl już, by nie zgasł
Ona cię zauroczy
Jak najjaśniejsza z gwiazd
I kiedy nagle sen gdzieś znikł
Obudzi cię ten radosny krzyk

To jest Light (nanananana)
Light to Light (nanananana)
Labadab dab dab Light (nanananana)
Light to Light (nanananana)

Light (nanananana)
(nanananana)
(nanananana)
(nanananana)

Light (nanananana)
Light to Light (nanananana)
Labadab dab dab Light (nanananana)
Light to Light (nanananana)

Jak już wiesz, że nie możesz
Serca zdobyć jej
Wtedy swej miłości zboże
Gdzieś na innym polu siej
I w wielkie słone morze
Gorące łzy lej
I kiedy nagle sen gdzieś znikł
Obudzi cię ten rozpaczy krzyk

Light to Light.


//Oryginalna piosenka, a zarazem melodia, na którą należy to śpiewać. -> klik!//
_________________
Show me the light...
 
 
Dark #przed#po#w trakcie




arystokracja - Aeciasohr

Kat

PŁEĆ:  samiec
ROK URODZENIA:  96 AE

STAN POSTACI:  jak 27letni Woldzwagen golf 2
NIEWOLNIK/PAN:  Thalvaar, Bragi, Priori
STATUS MAJĄTKOWY:  bardzo zamożny.
EKWIPUNEK:  klucz do swej komnaty, peleryna,

EKSTRASPEKCJA || STRASZENIE || WSPINACZKA || ZDOLNOŚCI BOJOWE || MYŚLISTWO || CZYTANIE I PISANIE || ODPORNOŚĆ NA TRUCIZNY


Wysłany: 2016-04-21, 19:24   
   TYTUŁY: Pomocnik Zimowego Wędrowca || Mary Sue 2016 || Męska łza 2016 || De Sade 2016 || Poetycko ZRollowana || Głos Ludu || Apokryfa i Katabaza
   MULTIKONTA: Regulus


Bragi moja! Serce moje!
Nie ma takich, jak my troje
Bo ja koochaaaaaaam tańce Twoje
Do szaleństwa, do wieczora, jeje!

Nie ma takich jak my dwoje,
Nasza miłość się nie chwali.
Nawet szlachty się nie boi,
Nic nas przecież nie oddali.
W cesarstwie nosówka panuje,
Srebrny księżyc za górami,
Jedno z drugim się przegania,
A my się ru***my

Priori moja! Serce moje!
Nie ma takich jak my troje
Bo ja koochaaaaaaam towarzystwo Twoje
Do szaleństwa, do wieczora, jeje!
------------------------------------------------------------------
Ja uwielbiam ją, ona tu jest i tańczy dla mnie,
Bo dobrze to wie, że porwę ją i w lochach schowam na dnie,
BooOOO!

Moja Bragina patrzy często w ślepia me
I nie ukrywam, sprawia to przyjemność,
Jak ją kocham tylko autoreczka wie,
Ruda choruje, kończy się wierność.

Jej łapy ukojeniem dla mnie są,
Jest dużo warta, ale zmieniłem jąąą,
Boooo wolę Prioręęę, łooooo!
_________________
 
 
Seren Sarun Tulaśna




niewolnik

Protektorka

PŁEĆ:  samica
ROK URODZENIA:  AE 97

STAN POSTACI:  100 PŻ, brak prawego oka.
NIEWOLNIK/PAN:  Ela foverer
STATUS MAJĄTKOWY:  bez grosza.
EKWIPUNEK:  Zielony płaszcz i złota apaszka.

PONADPRZECIĘTNA WYTRZYMAŁOŚĆ - NIEZWYKŁY WĘCH - NIEZWYKŁY SŁUCH - ZDOLNOŚCI BOJOWE - CZYTANIE I PISANIE


Wysłany: 2016-04-23, 16:20   
   TYTUŁY: Perfekcyjna Pani Forum || Wszechobecna Bogini Weny Tfurczej || Lateksowy Nicpoń-Sadysta || Serduszko Jeżusia
   MULTIKONTA: Bragi, Lebredhel, Alex Schelke


Subtelne wyznanie xD

:heart:
_________________

 
 
Seren Sarun Tulaśna




niewolnik

Protektorka

PŁEĆ:  samica
ROK URODZENIA:  AE 97

STAN POSTACI:  100 PŻ, brak prawego oka.
NIEWOLNIK/PAN:  Ela foverer
STATUS MAJĄTKOWY:  bez grosza.
EKWIPUNEK:  Zielony płaszcz i złota apaszka.

PONADPRZECIĘTNA WYTRZYMAŁOŚĆ - NIEZWYKŁY WĘCH - NIEZWYKŁY SŁUCH - ZDOLNOŚCI BOJOWE - CZYTANIE I PISANIE


Wysłany: 2016-07-07, 13:21   
   TYTUŁY: Perfekcyjna Pani Forum || Wszechobecna Bogini Weny Tfurczej || Lateksowy Nicpoń-Sadysta || Serduszko Jeżusia
   MULTIKONTA: Bragi, Lebredhel, Alex Schelke


Ten sam zły sen znów budzi mnie
ten koszmar w którym wilczki gwałcą się
dlaczego wciąż czuję się źle?

Gdy komentuję posty twe
i na fabule ciągle śledzę cię
myślisz, że uwzięłam się.

Jestem MG
Znikąd pojawiam się
gdy chcę
bo mogę, czemu nie?

Witaj tu na dei, bądźmy szczerzy
To przede mną kryją się userzy

Łooooo,
Łooooo, to
despota-admin
despota-admin!

Zawszone kurwy, wege-syf,
bogi-adminy wiele mają ksyw.
Niech wiesza psy na nas kto żyw.

Gdy komentuję posty twe
i na fabule ciągle śledzę cię
myślisz, że uwzięłam się.
A ja wciąż

Jestem MG
Znikąd pojawiam się
gdy chcę
bo mogę, czemu nie?

Witaj tu na dei, bądźmy szczerzy
To przede mną kryją się userzy

Łooooo,
Łooooo, to
despota-admin
despota-admin!

Bez sensu tak buntujesz się
Przeciwko nam na szałtboksie...

(Podkład wzięty z Jutuba)

Imagine Does - Despota-admin.mp3
Plik ściągnięto 1026 raz(y) 2,89 MB

_________________

 
 
Hatsuyuki



obywatel

kurtyzana

PŁEĆ:  samica
ROK URODZENIA:  3 L 1 M

STAN POSTACI:  100
STATUS MAJĄTKOWY:  średniozamożny.
EKWIPUNEK:  Serenkowy naszyjnik ze szkarłatną perłą. Srebrna bransoleta z brylantami(od Light)

Uwodzenie - Głos - Empatia - Etykieta - Znajomość anatomii (masaż)


Wysłany: 2016-07-07, 22:16   
   MULTIKONTA: Luna/Mite


Pierwsze to nie poprawiaj admina swego
Drugie nie naciskaj na admina swego
Trzecie nie śmiej sie z admina swego
Czwarte szanuj admina lepiej niż siebie samego
Piąte czekaj cierpliwie na post admina swego
Szóste nie zabijaj postaci admina swego
Siódme nie okradaj postaci amina swego
Ósma nie zdradzaj admina swego
Dziewiąte nie zdradzaj postaci admina swego
Dziesiąte ani żadnego npceta jego
_________________

 
 
Seren Sarun Tulaśna




niewolnik

Protektorka

PŁEĆ:  samica
ROK URODZENIA:  AE 97

STAN POSTACI:  100 PŻ, brak prawego oka.
NIEWOLNIK/PAN:  Ela foverer
STATUS MAJĄTKOWY:  bez grosza.
EKWIPUNEK:  Zielony płaszcz i złota apaszka.

PONADPRZECIĘTNA WYTRZYMAŁOŚĆ - NIEZWYKŁY WĘCH - NIEZWYKŁY SŁUCH - ZDOLNOŚCI BOJOWE - CZYTANIE I PISANIE


Wysłany: 2016-10-20, 20:22   
   TYTUŁY: Perfekcyjna Pani Forum || Wszechobecna Bogini Weny Tfurczej || Lateksowy Nicpoń-Sadysta || Serduszko Jeżusia
   MULTIKONTA: Bragi, Lebredhel, Alex Schelke


http://deireadh.cba.pl/viewtopic.php?p=1565#1565 :heart:

Pjękna muzyczka w tle pochodzi z jubutuba: https://www.youtube.com/watch?v=GtHhjAU4wJo

Czytanki Słodkiej Sarenki vol. 1.mp3
Plik ściągnięto 878 raz(y) 9,7 MB

_________________

 
 
Dark #przed#po#w trakcie




arystokracja - Aeciasohr

Kat

PŁEĆ:  samiec
ROK URODZENIA:  96 AE

STAN POSTACI:  jak 27letni Woldzwagen golf 2
NIEWOLNIK/PAN:  Thalvaar, Bragi, Priori
STATUS MAJĄTKOWY:  bardzo zamożny.
EKWIPUNEK:  klucz do swej komnaty, peleryna,

EKSTRASPEKCJA || STRASZENIE || WSPINACZKA || ZDOLNOŚCI BOJOWE || MYŚLISTWO || CZYTANIE I PISANIE || ODPORNOŚĆ NA TRUCIZNY


Wysłany: 2017-11-01, 00:26   
   TYTUŁY: Pomocnik Zimowego Wędrowca || Mary Sue 2016 || Męska łza 2016 || De Sade 2016 || Poetycko ZRollowana || Głos Ludu || Apokryfa i Katabaza
   MULTIKONTA: Regulus


Jako medyk miałem obowiązek pomagać innym. W dzisiejszych czasach pewnie wielu uzdrowicieli już o tym zapomniało, bo najpierw liczyły się srebrniki. Ja zrzekłem się życia w luksusach i poświęciłem życie dla wilków, które nie chciały umierać.
Jednak, gdy Neftyda przyniosła mi zawiniątko i je ujrzałem, zapragnąłem porzucić swój fach. Wiedziałem, że nie mam prawa odmówić pomocy. Chwile słabości dawały okazje, aby utwierdzić się w przekonaniu, że wybór drogi życiowej był słuszny.
Wilczyca wyszła, chyba zadowolona z faktu, że pozbyła się problemu. Zaniosłem zawiniątko do gabinetu. Położyłem je na stole i obejrzałem w całej okazałości. Więc tak miał wyglądać potomek panienki Elektry? Tej, która miała zostać żoną Rasaera i zasiąść w przyszłości na tronie przy jego boku, a obecnie uważanej za zdeprawowaną przez Darknessa? Cóż, nie było to w moim interesie, choć umiałbym wykluczyć ojcostwo. Ja jednak miałem inne zadanie. Zająć się tym czymś.
Bo szczenię nie wyglądało normalnie. Bez sierści, obrzydliwie chude, z bardzo wyraźnie widocznymi kośćmi. Jego pysk był dziwacznie krótki i gruby, a w stosunku do reszty ciała, nieproporcjonalnie duży. Oczy tak czarne, że zdawały się pożerać duszę. Nawet ja odczuwałem lęk przed tą szkaradą, która kwiliła od czasu do czasu.
Zamknąłem drzwi, zasłoniłem okna i zabrałem się do pracy. Pomiary z oczywistych względów wyszły koszmarne. Nigdy nie widziałem takich wyników u jakiegokolwiek szczenięcia. Waga anemiczna, rozmiary średniego szczura, długość kończyn nijak nie pasowała do standardów w moich księgach. Mój mistrz również nie spotkał się z takim przypadkiem, a wiedziałem to, bo opowiadał o wszystkich swoich pacjentach i przebytych przez nich chorobach.
Kiedy zapisałem wszystkie potrzebne informacje, uznałem, że to wciąż za mało. Zrobiłem odpowiedni rysunek i nie wiedziałem co począć dalej. Znałem treści mych ksiąg na pamięć. W żadnej nie spotkałem się z takim przypadkiem.
Evan zaczął kwilić. Na pewno był głodny. Poszedłem do spiżarni, poszukać jakichś papek, które nadałyby się dla niego do jedzenia. Sam się takimi żywiłem. Nie chodziło o to, że nie jadłem mięsa. Jadałem małe stworzenia zakupione na targu, lecz mieszanki z ziół i roślin były o wiele bogatsze w witaminy, a poza tym tańsze i mogłem je robić sam. Nie musiałem tracić energii na polowania jak niektórzy mieszczanie czy szlachetni panowie.
Chciałem podać Evanowi papkę, jednak zaczął wyć jeszcze głośniej. Nie dziwiłem się, że nie mógł tego jeść. Pragnął mleka matki. Westchnąłem zrezygnowany i odstawiłem słoik na blat stołu operacyjnego. Zabrałem szczenię w ścierce, w której do mnie przybyło i postanowiłem udać się tam, gdzie miałem nadzieję uzyskać jakąś pomoc.
Po drodze pacjent usnął, a ja ucieszyłem się, że przynajmniej nikt mnie nie zaczepi i nie zwróci uwagi na obrzydliwe stworzenie, które zapewne jest niedożywione. Nie mogłem nic na to poradzić. Wyszedłem z miasta.
Kiedy przekroczyłem próg świątyni, zaczął we mnie narastać strach. Nie przed Evanem, ale przed wilkiem, z którym chciałem się widzieć. Niby każdy kapłan powinien być taki sam, jednak przeżyłem wystarczająco dużo, by móc śmiało stwierdzić, że tak nie jest. A co jeszcze zabawniejsze, kapłani Weresa, boga wojny, zabawy, trunku i oręża, byli dużo spokojniejsi i wyrozumialsi, niźli kapłani Askleta, boga medycyny, słońca i wszelkiego dobra.
Wszedłem po spiralnych schodach, otworzyłem drzwi do komnaty jednego z kapłanów i wprosiłem się do środka. W pysku wciąż trzymałem szmatę, w której leżał Evan. Poczułem, jak zaczyna się szamotać.
Witaj, synu. Co cię tu sprowadza? — zapytał podstarzały, ciemnorudy samiec, zamykając księgę, którą przed chwilą studiował. Na jego szacie widniał symbol Askleta, co nieco mnie zniechęciło, lecz nie mogłem się poddawać.
Odłożyłem zawiniątko na ziemię.
Witaj, ojcze. Nazywam się Regulus i jestem medykiem. Dziś trafił do mnie pewien… indywidualny przypadek. Chciałem zasięgnąć porady — wyjaśniłem pokrótce, mając nadzieję, że kapłan nie wydrapie mi oczu i nie obłoży ekskomuniką po zobaczeniu Evana. — Proszę przygotować się na coś…
Nie, nie, nie. Nie mów więcej, dziecko. Pokaż. — Uśmiechnął się, a ja przełknąłem głośno ślinę.
Rozłożyłem szmatę i oczom kapłana ukazał się szkaradny Evan. Zakwilił swoim ochrypłym głosem, a potem przyjrzał się obcemu mu wilkowi.
Migdałowe, do tej pory wesołe oczy samca, nagle okazywały tylko jedno. Przerażenie. Nie raz w życiu widziałem pacjentów przerażonych na widok narzędzi, jakich chciałem użyć, by im pomóc. Tym razem strach był jednak ogromny. Kapłan cofnął się kilka kroków, jakby nie chciał mieć nic wspólnego z moim trudnym pacjentem.
Z-zabierz to to coś stąd. To jest demon! Plugawisz świętą ziemię! — wrzeszczał, a ja zacząłem na powrót owijać Evana w szmatę.
Nagle usłyszałem dźwięk, jaki zwykle wydają miecze wydobywane z pochwy. Tym razem to było ostrze. Ozdobione złotem, tkwiło w zębach kapłana Askleta.
Żosztaw to! Żabije demona, żanim sztanie szę niebeżpieczny — rozkazał.
Kawałki szmaty były już w moich zębach i powoli zacząłem podnosić głowę, aby tobołek zawisł w powietrzu. Postawa basiora mówiła mi, że zaraz ruszy do ataku, że zechce zatopić ostrze w ciele szczeniaka. Wykorzystałem fakt, że byłem młodszy, zwinniejszy i miałem bliżej do wyjścia niż kapłan. Zrobiłem szybki zwrot w miejscu i rzuciłem się do ucieczki.
Biegłem jak szalony, a torby z medykamentami obijały się boleśnie o moje boki. Przyczepione do pasa, który był zapięty wokół mojego ciała, nie miały szans spaść, jednak ciążyły. Wyciągałem łapy i już po chwili stary wilk znalazł się daleko za mną. Dopadłem do drzwi świątyni i uciekłem w las.
Kiedy pościg dobiegł końca, zatrzymałem się na chwilę i dałem sobie czas, by odpocząć. Dawno nie musiałem dawać z siebie wszystkiego pod względem sprawności fizycznej. Dziękowałem Weresowi, że się mną opiekował. Gdy wreszcie przestałem dyszeć, usłyszałem poruszenie. Niedaleko, za pobliskimi krzakami. To nie był Evan.
Zaciekawiony, poszedłem sprawdzić, co to takiego. Okazało się, że jakiś łowczy musiał zastawić sidła, bo w pułapce uwięziona była młoda kuropatwa. Rozejrzałem się dookoła, chcąc nabrać pewności, że mój występek nie zostanie przez nikogo udokumentowany.
Po chwili przegryzłem ptakowi gardło i wyciągnąłem go z pułapki. Pomyślałem, że jeśli nie zioła, to może mięso spodoba się szczeniakowi do jedzenia. Wiedziałem, że to idiotyczny pomysł. Szczenięta zaczynały przyjmować taki pokarm dopiero po osiągnięciu najwcześniej trzeciego tygodnia życia. Evan z pewnością nie miał nawet czterdziestu ośmiu godzin. Ale co ja mogłem?
Wydarłem maleńki kawałek ciała kuropatwy i podałem go szczeniakowi. Ten powąchał zakrwawione mięso i capnął je z taką szybkością, jakiej się po nim nie spodziewałem. Nadzwyczajny przypadek. Po kilkunastu sekundach miętolenia kawałek został wypluty na ziemię. Westchnąłem niepocieszony.
Lecz coś przykuło moją uwagę bardziej niż szkarada w szmacie. Wypluty kawałek ptaka nie miał na sobie krwi. Ani na zewnątrz, ani po rozdrobnieniu na mniejsze cząsteczki.
Księgi o tym nie mówiły, kapłan twierdził, że to demon... A ja wciąż nie wiedziałem, co myśleć o moim ohydnym pacjencie. Z jednej strony, gdy patrzyłem na niego, widziałem potworka. Małą, obrzydliwą bestię, wyplutą przez macicę Elektry i będącą fascynującą mutacją. Jednak Evan nie zrobił nic złego, może poza urodzeniem się, czym przysporzył panience sporego kłopotu.
Gdy dłużej patrzyłem w jego oczy, zaczynałem widzieć w nich inteligencję, nieprawdopodobną dla tak młodego stworzenia. Sam fakt, że po urodzeniu miał otwarte oczy, źle o nim świadczył, jednak to ta bystrość budziła lęk.
Podzieliłem ptaka na małe kawałki i dałem Evanowi jeszcze dwa, by wyssał z nich krew. Jeśli to go uszczęśliwiało, nie chciałem się zastanawiać, dlaczego. Ważne, że przestał kwilić. Resztę kuropatwy schowałem do jednej z moich toreb. Zawinąłem szczeniaka i udałem się w dalszą drogę.
Zarówno z medycznego, jak i sakralnego punktu widzenia, szkarada była stracona. Ale była jeszcze ostatnia deska ratunku.
Exodus był wspaniałym, choć odrobinę szalonym medykiem. Tak jak ja, trudnił się pomaganiem każdemu, kto potrzebował pomocy. Znakomity w swym fachu, został zamordowany przez zwariowanego niewolnika w pałacowych ogrodach. To była ogromna strata. Jednak jego majątek znajdujący się w chacie leżącej poza murami Ignisdae, pozostał nienaruszony.
Dom wyglądał na opuszczony i w istocie taki był. Nikt nie zatroszczył się o księgi, eliksiry, zioła, czy przyrządy, których używał Exodus. Nikt nie zajął tych kilku pomieszczeń, w których skazani na śmierć przez stan zdrowia wracali do pełni sił witalnych. Wszyscy czuli strach.
Jako wybitny, szalony uzdrowiciel, Exodus miał wrócić do swego domostwa, by straszyć każdego, kto próbował zbrukać jego własność. Ta opowieść szybko urosła na miarę miejscowej legendy i to pozostawiało dobytek zmarłego w nienaruszonym stanie, więc gdy zamknąłem za sobą zakurzone drzwi, moim oczom ukazała się istna świątynia wiedzy. Stosy dawno nieużywanych ksiąg piętrzyły się w pomieszczeniu w jednym wielkim nieładzie. Przy każdej ścianie stał regał lub szafka, które zapewne były miejscem do przechowywania potrzebnych uzdrowicielowi rzeczy. Na samym środku stał stół, gdzie musiały się odbywać operacje i oględziny. W jednym z kątów dojrzałem zakurzony kocioł, na moje szczęście pusty.
Ponoć za życia Exodus nawarzył jakiejś substancji, która niestety skaziła pobliski teren na bardzo długi czas. Było to bardzo prawdopodobne, gdyż na ziemi wokół domu nie widziałem żadnej zieleni. Dopiero wiele metrów dalej wyrastała trawa, a wreszcie drzewa i krzewy.
Położyłem Evana na stole. Zdjąłem z siebie torby i rozejrzałem się po pomieszczeniu.
No, Evan, wygląda na to, że trochę tu posiedzimy — odezwałem się do malca, choć wiedziałem, że i tak mnie nie rozumie.
Jeśli gdziekolwiek mógłbym znaleźć coś, co pomogłoby mi w rozwikłaniu zagadki, jaką był szczeniak, to tylko w zbiorach szalonego uzdrowiciela.
Przekartkowywałem księgi strona po stronie. Dowiedziałem się różnych ciekawych rzeczy, które miałem zamiar zbadać w przyszłości, jednak nie mogłem doszukać się przypadku podobnego Evanowi. Dzieła traktujące o rzeczach sakralnych, o medycynie — to na nic się nie zdało. Wreszcie, gdy doszedłem do ostatniej wieży z książek, pacjent zaczął skamleć.
Przesiedzieliśmy tam godziny. Karmiłem go kawałkami kuropatwy, które on cały czas miętolił i wypluwał, a sam żywiłem się moimi papkami w słoikach. Jednak kiedy zabierałem się za ostatni stos, okazało się, że kuropatwa się skończyła, a my nie mamy krwi.
Byłem już zmęczony. Spakowałem księgi do toreb, które ledwo się zapinały, zabrałem szczeniaka w szmacie i opuściłem dom nieboszczyka. W duchu przysiągłem, że zwrócę te księgi, jeśli duch medyka nawiedzi mnie we śnie.
W czterech ścianach, gdzie towarzyszył mi blask świec, nie zauważyłem nadejścia nocy. Na dworze było zimno i ponuro. Pomimo ogromnej chęci położenia się spać, ruszyłem w stronę miasta. Uświadomiłem sobie, że cały dzień poświęciłem sprawie Evana. Zastanawiało mnie, ile wilków w tym czasie zdechło na ulicach Ignisdae, a ile szlachcianek złapało grypę i leżało w łożach z wysoką gorączką.
Poświęciłem życie dla ratowania innych. Zostawiłem pałacową codzienność, pieniądze i uczty pozostałym szlachcicom oraz arystokracji. Nauka nie kończyła się dla mnie na poznaniu geografii cesarstwa i jego sąsiadów, czy zdobyciu umiejętności dygania odpowiednim władzom. Pragnąłem czegoś więcej. No i dostałem.
Kiedy przekroczyłem bramę miasta, zastanawiałem się co dalej. Po długim namyśle postanowiłem wstąpić do Białej Lilii.
Biała Lilia była przybytkiem służącym za dom uciech dla każdego. Można tam zjeść, napić się, spędzić czas z kurtyzaną, czy prowadzić szemrane interesy bez lęku, że ktoś kogoś podsłuchuje. Miejsce miało to do siebie, iż przyjmowała każdego i każdy był tam w pewnym sensie równy. Żebrak mógł zaznać uciech szlachcica, a szlachcic bez obaw o swe dobre imię przepijał rodowy majątek.
Podszedłem do baru, by zamówić szklankę krwi. Sprzedawca łypnął na mnie, na tobołek w moich zębach, na ciężkie torby wypchane księgami i poszedł na zaplecze. Ja rozejrzałem się za wolnym, zacisznym miejscem. W sali nie brakowało takich. Pełno było wnęk większych i mniejszych lub po prostu przedzielonych parawanem. Wybrałem miejsce oddzielone parawanem.
Przysiadłem na poduszce, Evana położyłem na drugiej i modliłem się, aby nie zaczął piszczeć. Wpakowałby mnie tylko w kłopoty. Po zachowaniu Neftydy wnioskowałem, że nie powinienem się obnosić z posiadaniem takiego pacjenta.
Wreszcie piękna, zgrabna wilczyca o filuternym spojrzeniu przyniosła mi krew w szklance. Dałem jej odpowiednią ilość srebrników, a ona zostawiła mnie samego. Wtedy wreszcie mogłem zająć się Evanem. Kawałek ścierki, w której był trzymany, namoczyłem w czerwonej, rozwodnionej posoce, a potem dałem szczeniakowi do ssania. Nie wyglądał na obrażonego, więc sam zjadłem trochę swoich ziołowych papek.
W międzyczasie po drugiej stronie parawanu zasiadły dwa wilki. Z rozmowy wnioskowałem, że jest ich dwoje, bo nikt więcej nie mówił. Nie chciałem być podsłuchiwaczem, lecz nie dało się nie słyszeć przebiegu tej rozmowy.
Minęło tyle czasu, Thalvaarze, a ty nadal konspirujesz. — Po głosie rozpoznałem samicę. Nie kojarzyłem ani imienia wymienionego basiora, ani właścicielki głosu, który usłyszałem.
Jak mam nie konspirować, skoro życie niewolników się nie poprawiło? W Captivity nie było inaczej, pamiętasz? — zapytał samiec bardzo poważnym tonem. — Ale to ty chciałaś się spotkać. O co chodzi?
Wiesz, że jestem teraz pomywaczką u Dialba razem z Runthorem.
Jak nasz eks król znosi bycie niewolnikiem? — zaśmiał się Thalvaar, a ja ponownie zamoczyłem kawałek szmatki w krwi i podałem Evanowi.
Konspiracja? Captivity? Eks król służący u Dialba? Domyśliłem się, że owa wilczyca musi być tą samą, którą Dialb przywłaszczył sobie po wyruszeniu jej pana na front. Chciwość tego wilka nie znała granic. Jako mniejszy, a przy tym doszczętnie ogołocony z pieniędzy szlachetka, śmiał zajmować przybytek swych dłużników bez nadania im prawa do odpracowania należności. Uważałem to za kompletną głupotę, jednak nie mieszałem się w jego sprawy.
Dobrze pamiętałem widok, który ujrzałem, gdy wszedłem do pracowni handlarza niewolnikami. Na ziemi leżała skatowana i zakrwawiona wilczyca. Kupiłem ją i zadbałem, by mogła prowadzić godne życie pod mymi rozkazami. Miała robić zakupy, sprzątać dom i właściwie niewiele więcej od niej wymagałem. Dialb widział w niewolnikach tylko towar.
Zacząłem współczuć owej wilczycy oraz niejakiemu Runthorowi. Domyśliłem się, że musiał to być król w zajętym przez cesarstwo królestwie Captivity. Królestwie, które nie tak dawno zostało dołączone do ziem Deireadh. Tamtejsza szlachta została wymordowana, a niewolnicy przejęci przez nas. Najwidoczniej nie każdy dobrze urodzony trafił na stryczek.
W głowie przywołałem widok wilka, który towarzyszył Dialbowi w codziennym życiu. Był ciemnoszary, wychudzony, miał smutne spojrzenie. Jeśli był kiedyś królem, to dumę schował głęboko pod futrem.
Właśnie o tym chciałam pomówić. Nie czuje się ostatnio za dobrze. Mam wrażenie, że popada w depresję. — Wilczyca wydała się nieco urażona podejściem swojego towarzysza. — Chciałam cię prosić, abyś wykorzystał swoje wpływy powiązane z Darknessem. Może uda ci się wyciągnąć Runthora z tego domu.
Usłyszałem, jak Thalvaar zamruczał, postukał pazurami w blat stolika i wreszcie odchrząknął, przygotowując się do odpowiedzi.
Dla ciebie wszystko, Diuno. Ale pamiętaj, że robię to ze względu na naszą przyjaźń, a nie dla tej wywłoki — mruknął samiec, a Evan zakwilił.
Przestraszyłem się. Uświadomiłem sobie, jak bardzo zaangażowany byłem w rozmowę wilków po drugiej stronie parawanu. Szczeniak już jakiś czas nie miał w pysku szmatki nasączonej juchą, więc znów mu ją podałem, uprzednio mocząc skrawek w szklance krwi. Wilki, na moje szczęście nie zorientowały się, że mają towarzystwo.
Słyszałaś o tym niemym słudze, którego przyjęto do pracy w pałacu? — zaczął basior, a ja zbierałem się już do wyjścia.
Nie miałem zamiaru spędzić w Białej Lilii całej nocy. Znów zawinąłem Evana w szmatki, pustą szklankę zostawiłem i opuściłem dom rozpusty.
Wychodząc, dojrzałem jeszcze coś ciekawego. Mianowicie Saga Christal z rodu Lindengrimów upijała się w najlepsze. Jej towarzyszką była znana w całym mieście wieszczka, Cocatrice. Znana, ale nie tylko z wróżenia, lecz również z miłości do trunków. Tak oto przedstawiała się Biała Lilia — miejsce, gdzie bogaci i biedni biesiadują przy wspólnym stole.
Po drodze do domu myślałem o podsłuchanej rozmowie i o ostatnim, wspomnianym w niej wilku. Niemy sługa. Głuchy? Głuch? Głuszec? Ach tak! Głuszek. Tak go nazywali. Sam miałem go zbadać, gdy znajdę czas, lecz w tamtych dniach brakowało mi chwili na umierających, a co dopiero na zdrowych, choć niemówiących.
Szedłem w stronę domu, omijając patrole straży miejskiej i mając nadzieję, że już niedługo moja przygoda z Evanem się skończy.
Wszedłem do swojej sypialni. Zostawiłem tobołek na wymiętolonej poduszce, zdjąłem pas z torbami pełnymi ksiąg, a następnie położyłem się do łóżka. Nawet nie pamiętam, kiedy zasnąłem.
Gdy wstałem, zbliżało się południe. Obudziło mnie kwilenie Evana. No tak, był znów głodny. Postanowiłem pójść na targ i kupić od jakiegoś łowczego kilka flaszek krwi.
Łowczy nie wyrzucali niczego, co zostawało po ofiarach. Oczy przydawały się do wróżb, z kości, pierza i sierści robiono ozdoby, a ptasie odnóża przerabiano na talizmany. Dla odpowiedniego klienta można więc było upuścić krwi.
Za trzy flaszki nieźle się wypłaciłem. Musiałem szybko wracać do domu i rozwodnić krew, aby nie zakrzepła. Po tym zabiegu wreszcie nakarmiłem Evana, a on nie skamlał z głodu.
Dziwiło mnie, że Mirah, moja niewolnica, wciąż nie zorientowała się, co za stwora trzymam w sypialni. Być może dlatego, że pochłonęło ją pielenie ogromnego ogrodu należącego do mojego Domu Zdrowia. Dopiero dwa dni wcześniej prosiłem ją, aby zrobiła z tym dzikim miejscem porządek. Wcześniej wysprzątała spiżarnię, strych i piwnicę. W międzyczasie musiała również zajmować się resztą domu, więc nie miałem jej za złe, że tak długo to wszystko trwa.
Po porannej toalecie oraz zjedzeniu porządnego posiłku zabrałem się do pracy.
Ostatnie księgi Exodusa traktowały o okultyzmie. Połączenie magii i wiary. Dlaczego nikt nigdy nie uwzględnia medycyny? Fizyki? Astronomii i astrologii?
Jedna z ksiąg była zbiorem, w którym pogrupowano kreatury ze względu na ich pochodzenie, czyli skąd dany potwór się wywodził. Udało mi się więc zauważyć, że plemiona północy wielką wagę przywiązywały do duchów. To właśnie na wojnę z plemionami wyruszył właściciel Diuny oraz niedawno uznany za zmarłego wuj panienki Elektry.
Dalej znalazłem potwory z miejscowych wierzeń. Niewiele się różniły od tych z mocarstwa Yadheem. Kraje mające dostęp do morza posiadały wiele stworzeń morskich, ale nie to mnie zainteresowało.
Dotarłem do Kraju Pustyni. Wierzenia miały zaledwie cztery strony, a informacje o bestiach mocno skrócone. Pustynia leżała bardzo daleko od cesarstwa Deireadh. Dotarcie tam zajmowało podróżnikom wiele miesięcy, a przetrwanie było trudne. Oczywiście nie dla rodowitych wilków pustynnych.
Wilki pustynne, takie jak Cocatrice, wyróżniały się w tłumie. Miały wielkie uszy, długaśne nogi, zawsze czarno rude umaszczenie i nie trudno było je rozpoznać. Nie zawsze spotykały się z miłym traktowaniem ze strony społeczeństwa. Nie tak dawno jeden z nich został pozbawiony głowy na publicznej egzekucji.
Zacząłem więc czytać o Dahakhonie, demonie z wierzeń Kraju Pustyni.
„Potrafi opętać wilka i skłonić do posłuszeństwa. Żywi się krwią. Aby rozpoznać opętanego wilka, należy włożyć mu głowę pod wodę i patrzeć, czy kolor oczu nie zmienia się na czarny. Dahakhon potrafi przenieść się do ciała wilczycy i pożreć jej płód, przyjmując jego wygląd.”

Obok tych informacji zostały umieszczone dopiski. Jeden bardzo zgrabnym pismem tuż pod słowami. „Zbliżony do naszego Èibheara.” Kto u licha umieścił tu ten dopisek? Przecież postać wilka, który zjednoczył plemiona w lud cesarstwa, nie miała związku z Dahakhonem w żadnym stopniu.
Na marginesie jednak pojawiło się tylko jedno słowo, zapisane przez Exodusa. Po przewertowaniu ksiąg poznałbym jego charakter wszędzie. Napisał „Al'Mair”.
Przez chwilę w mojej głowie zapanował chaos. Próbowałem połączyć ze sobą wszystkie fakty.
Zanim pojawiła się bariera, odgradzająca cesarstwo od reszty świata, do miasta przybywało tyle wilków, ile z niego wybywało. Nikt nie zwracał na to zbytniej uwagi. Właśnie w tym czasie musiał przywędrować wilk pustynny — Al'Mair. Głosił wierzenia swojego kraju, namawiał obywateli, by przyłączyli się do jego sekty i pomogli otworzyć jakieś wrota. Pewnego dnia posunął się jednak za daleko. W pałacu usiłował rzucać zaklęcia na niewinnych obywateli. Jeden z nich zmarł, a wtedy Al'Maira skazano na śmierć przez ścięcie głowy.
Jeśli więc faktycznie siedział w nim Dahakhon, to w momencie śmierci zmienił nosiciela. Być może przeniósł się na Elektrę przypadkiem, jednak nie opętał jej, ani jej płodu. Bo ona nie miała w łonie szczenięcia, którego postać mógłby przyjąć demon. Urodziła więc zmaterializowanego Dahakhona, w czystej, pierwotnej postaci.
Exodus odkrył, że demon był powiązany z pustynnym wilkiem, zanim został zamordowany.
Dahakhon — powiedziałem do wilczka, który leżał bezczynnie na poduszce, na której go zostawiłem. Na dźwięk imienia, w jego oczach zrodziło się zainteresowanie. Patrzył na mnie inteligentnym wzrokiem, a ja byłem coraz bardziej przerażony. Dotarło do mnie, że przez tyle czasu opiekowałem się potworem. Łysym, zdeformowanym, pozornie niegroźnym demonem. — Co ja mam z tobą zrobić?
Szczeniak nie spuszczał mnie z oczu, jakby nie chciał, żebym podjął decyzję o pozbyciu się go. Ja czułem, że nie powinienem kończyć jego życia. Nikomu nic złego nie zrobił, całe jego niebezpieczeństwo wynikało z co najwyżej możliwości ugryzienia kogoś szczenięcymi kłami, wyrastającymi ze zdeformowanego pyska.
Uznałem jednak, że nie mogę go wiecznie niańczyć. Przyniosła go Neftyda, urodziła Elektra, więc nie moim obowiązkiem było zajmowanie się Evanem, choć odkryłem jego tajemnicę.
Opróżniłem swoje torby i zabrałem tylko najpotrzebniejsze rzeczy, trochę słoików z papkami oraz pięć butelek rozwodnionej krwi. Po rozwodnieniu zajęła ona więcej niż trzy flaszki. Na koniec zapakowałem Evana w ścierkę, w której do mnie przybył i ruszyłem do pałacu.
Wpuścili mnie od razu, w końcu byłem szlachcicem i medykiem. Pomyślałem, że skoro tak łatwo dali mi przejść, to ktoś musi tam być chory, umierający lub potrzebujący mojej opieki. Niestety, nie mogłem im wtedy pomóc. Poprosiłem strażnika, by zaprowadził mnie do komnat rodu cesarskiego. Tam zastałem samą regentkę Lebredhel, która rządziła krajem po śmierci cesarza.
Lebredhel nie była ani piękna, ani młoda. Utykała na jedną z tylnych łap, a na świat patrzyła z pogardą. Uwielbiała za to swojego syna, następcę tronu, młodzika Rasaera. Jednak nie od dziś wiadomo, że stosunki łączące matkę z synem były czysto formalne. Nikt nie mówił na głos o chłodnym traktowaniu panicza przez Lebredel.
Obok płowoszarej samicy siedziała biała, młoda, może nawet za młoda, panienka Elektra. Salon, w którym przebywały, służył zwykle jako poczekalnia dla tych, pragnących audiencji u regentki. Tym razem jednak rozmowa odbywała się w bardziej przytulnym miejscu, ze względu na swój charakter. Podejrzewałem bowiem, że w oczach panującej rodzicielka Evana musiała uchodzić za splugawioną kurtyzanę, która wyleci z pałacu szybciej, niż zdążyłbym powiedzieć medycyna.
Jasznie Pani. — Skinąłem łbem, a ona, nie przepraszając Elektry za przerwanie rozmowy, przywołała mnie do siebie. Podszedłem, położyłem tobołek na ziemi i zabrałem się do wyjaśnień.
Minęło trochę czasu, nim cała historia przylgnęła do świadomości Lebredhel. Byłem pewny, że nie wierzy w nią całkowicie, jednak jako jedyny podjąłem się próby rozwikłania zagadki. Musiała mi przyznać rację.
Westchnęła niepocieszona. Być może wyjaśnienie sytuacji popsuło jej plany, a jeśli tak, to na pewno nie były one dobre. Od początku rządów w zasadzie niewiele miała zasług na koncie, a lud nie bał się mówić o tym głośno, co jeszcze bardziej ją rozjuszało.
Spójrzmy więc na to demoniczne nasienie. — Wstała ze zdobionej kanapy i podeszła bliżej do owiniętego w szmatę Evana. Machnęła łapą, dając strażnikom znak, aby odkryli potwora i pokazali go jej.
Gdy Lebredhel spojrzała na Evana, jej pysk wykrzywił okrutny grymas. Brzydziła się szkaradnym, łysym i chudym pokraką. Widziałem wyraźnie, że darzy go nienawiścią za sam fakt, że żył, a wygląd jeszcze bardziej spotęgował tę nienawiść.
Regulusie. — Zdążyła jeszcze powiedzieć, a potem padła na ziemię.
Kolejne wydarzenia nastąpiły tak szybko, że nie jestem pewien, czy miałem wtedy trzeźwy umysł.
Straż natychmiast podbiegła do regentki. Ta wiła się po ziemi, toczyła pianę z pyska i krzyczała z bólu. Oczy wypadły jej z orbit i potoczył się po podłodze. Przerażeni strażnicy gapili się z otwartymi paszczami, a ja, korzystając z okazji, złapałem Evana w szmatę i zacząłem odchodzić. Nie miałem zamiaru pomagać władczyni. Czułem, że zasłużyła sobie na to po tym, jak potraktowała szczeniaka. Zresztą to był przypadek magiczny, a ja magią się nie zajmowałem.
Wycofując się z miejsca zdarzenia, dojrzałem skamieniałą Elektrę, która w szoku wciąż zajmowała miejsce na kanapie. Wędrowała wzrokiem od umierającej Lebredhel do mnie i szczeniaka ukrytego w szmacie. Musiała być przerażona tym, co zaszło. Nie dziwiłem jej się.
Wybiegłem z pałacu jak strzała. Tym razem miałem dużo więcej siły na ucieczkę. Kierowałem się nie do domu, lecz poza miasto. Byle dalej od straży, ciała regentki, pałacu, oniemiałej panienki Elektry. Gdy pozostawiłem daleko w tyle mury Ignisdae, skręciłem na północ.
W oddali widziałem skraj lasu, a za nim góry. Gdzieś tam istniała wyrwa w barierze odgradzającej nas od reszty świata. Bariera sama w sobie była niewidzialną kopułą, którą stworzyły Wiedźmy. Trzy okropnie stare wilczyce, mieszkające w pobliżu gór, ale rzadko udawało się odnaleźć ich siedzibę. Ja miałem zamiar do nich dotrzeć. Jeśli nie one, to kto mógłby mi pomóc?
Szukałem chaty bardzo długo. Udało mi się tam dotrzeć dopiero po zapadnięciu zmroku. Zrozumiałem bowiem, że aby odnaleźć drogę do domu Wiedźm, trzeba się najpierw zgubić. Wtedy — i tylko wtedy — nad płytką rzeką, która miała swój początek niedaleko, pojawiał się most. Choć mijałem brzeg kilkukrotnie, dopiero po zgubieniu się zobaczyłem kamienne przejście. Wynikało to pewnie z przesądu, jakoby czarownice nie mogły dotknąć czystej wody.
Wszedłem na ganek, zapukałem do drzwi i czekałem. Jedna flaszka krwi już się skończyła, ja miałem jeszcze dość słoików na dwa dni, a Evan cały czas podróżował w szmacie. Wydawało mi się, że przez dwa dni karmienia nabrał nieco wagi.
Po chwili oczekiwania, drzwi zaskrzypiały, a następnie otworzyła mi smukła wilczyca. Już po jej minie wywnioskowałem, że zaraz skończą się moje udręki związane ze szczenięciem.

//Tekst zamieszczony ku pamięci *zapala internetowy znicz* naszemu Drogiemu forumke//
_________________
 
 
Seren Sarun Tulaśna




niewolnik

Protektorka

PŁEĆ:  samica
ROK URODZENIA:  AE 97

STAN POSTACI:  100 PŻ, brak prawego oka.
NIEWOLNIK/PAN:  Ela foverer
STATUS MAJĄTKOWY:  bez grosza.
EKWIPUNEK:  Zielony płaszcz i złota apaszka.

PONADPRZECIĘTNA WYTRZYMAŁOŚĆ - NIEZWYKŁY WĘCH - NIEZWYKŁY SŁUCH - ZDOLNOŚCI BOJOWE - CZYTANIE I PISANIE


Wysłany: 2018-03-04, 22:38   
   TYTUŁY: Perfekcyjna Pani Forum || Wszechobecna Bogini Weny Tfurczej || Lateksowy Nicpoń-Sadysta || Serduszko Jeżusia
   MULTIKONTA: Bragi, Lebredhel, Alex Schelke


Dei martwe, to wrzucam!

Jeden Osiem Sarna remastered.mp3
Plik ściągnięto 346 raz(y) 3,11 MB

_________________

 
 
Seren Sarun Tulaśna




niewolnik

Protektorka

PŁEĆ:  samica
ROK URODZENIA:  AE 97

STAN POSTACI:  100 PŻ, brak prawego oka.
NIEWOLNIK/PAN:  Ela foverer
STATUS MAJĄTKOWY:  bez grosza.
EKWIPUNEK:  Zielony płaszcz i złota apaszka.

PONADPRZECIĘTNA WYTRZYMAŁOŚĆ - NIEZWYKŁY WĘCH - NIEZWYKŁY SŁUCH - ZDOLNOŚCI BOJOWE - CZYTANIE I PISANIE


Wysłany: 2018-03-10, 18:31   
   TYTUŁY: Perfekcyjna Pani Forum || Wszechobecna Bogini Weny Tfurczej || Lateksowy Nicpoń-Sadysta || Serduszko Jeżusia
   MULTIKONTA: Bragi, Lebredhel, Alex Schelke


Dei dawno martwe, lecz pamięć o nim przetrwa w pieśniach: https://soundcloud.com/user-361907743
_________________

 
 
Seren Sarun Tulaśna




niewolnik

Protektorka

PŁEĆ:  samica
ROK URODZENIA:  AE 97

STAN POSTACI:  100 PŻ, brak prawego oka.
NIEWOLNIK/PAN:  Ela foverer
STATUS MAJĄTKOWY:  bez grosza.
EKWIPUNEK:  Zielony płaszcz i złota apaszka.

PONADPRZECIĘTNA WYTRZYMAŁOŚĆ - NIEZWYKŁY WĘCH - NIEZWYKŁY SŁUCH - ZDOLNOŚCI BOJOWE - CZYTANIE I PISANIE


Wysłany: 2018-11-23, 20:00   
   TYTUŁY: Perfekcyjna Pani Forum || Wszechobecna Bogini Weny Tfurczej || Lateksowy Nicpoń-Sadysta || Serduszko Jeżusia
   MULTIKONTA: Bragi, Lebredhel, Alex Schelke


Cytat:
Czytałam twe posty na forum, pukałam się palcem w czoło.
Pisałam do ciebie admińskie PM-y: "Zmień to, to i to".
Na oczy to ledwie już widzę, na zewnątrz już dawno jest mrok.
Pamiętasz, chcieliście być sami - lecz nagle na fabule tłok.

Nasze pokolenie: sekond lajfy,
Metin, League of Legends, kiedyś fajfy.
Smutek, znów na forum wchodzę, aby
widzieć popisówę "jestem fajny".
Piszesz znowu coś, co sensu nie ma,
kiedyś to czytałam tylko Gałczyńskiego oraz Lema.
Stop, to było dawno temu, teraz lipa -
może kiedyś się podniesie poziom tego, co tu czytam,
bo znowu mam hikikomori.
W opkach - liczę wyrazy powoli.
W postach - MG znów cię opierdoli.
Sarna na forum - to wszystkich już boli!
Głuszek nie wychodzi znów z wyra,
Tojad pluje, SB psuje, Elka w życiu tyra.
Sarna zachowuje się jakby ze szkoły dyra.
Młody admin: pół-bóg i pół-tyran.

Tylko flirt, seks, gwałt,
jak słabe porno.

Tylko gwałty, seksy, a adminy-beksy
wciąż szczekają i rzucają się za nasze teksty.
Na SB zbieramy od nich ciągle tłuste hejty,
choć nie piszą wcale lepiej od nas (forum reszty).
Na GG zaczepiają, wąty mają.
Już dość mam tego, że się wciąż czepiają.
Rozmawiam z nimi, lecz nie doceniają
tego, że w ogóle ludzie tutaj grają.
Weź mi pomóż sprawić, że adminy zrozumieją, że to przecież
jest nikomu niepotrzebne to czepianie się na forum, co za leszcze.
STOP, w mojej głowie sto pomysłów jest na dobry post
myśl co mówisz, bo ostatni spalisz do mnie most.
Na SB do bana został tylko jeden ost,
ale luz - jak mi coś zrobisz, to zhackuję host (o nie!).
Na GG mam powiadomień sto:
pyta admin czy się zgadzam, a ja nie wiem, co.
Coś pisaliśmy, lecz nie pamiętam, jak to szło.
Coś pisaliśmy, lecz nie pamiętam...

Tylko flirt, seks, gwałt,
jak słabe porno.

Tylko seks jest dobry, udział dobrowolny.
Znaczek jest "+18", spełniam punkt kontrolny.
Admin wbija bez pytania, no bo jest namolny -
nie rozumie, że bohater mój ma być frywolny.
Teraz trzasnąć banem, chce mnie trzasnąć banem,
ale ja mu mówię "Ej no stary, jakim prawem?
Tu jest znaczek, wszystko legal, a ty nie bądź chamem",
a on klika "usuń konto" - koniec z forum, amen.

Świat buduję, ciągle świat buduję,
wciąż się staram, by urozmaicić wam fabułę.
Dziesięć razy czytam wszystko, łatam każdą dziurę.
Ignorancja jest dla mojej weny murem.
Nie mam siły pisać tego MG-posta,
wiem, że ja cię nie obchodzę, ty chcesz uma dostać.
Będzie gównoburza, jeśli skrzywdzę postać...
Masz tu uma, teraz możesz iść i komuś possać.

Słabe porno, słabe porno, słabeporno, słabepornosłabepornosłabeporno... ajajaj.

Czytałam twe posty na forum, pukałam się palcem w czoło.
Pisałam do ciebie admińskie PM-y: "Zmień to, to i to".
Na oczy to ledwie już widzę, na zewnątrz już dawno jest mrok.
Pamiętasz, chcieliście być sami - lecz nagle na fabule tłok.


https://drive.google.com/open?id=1Ay8aO5fpE7H5LcEcGMEIgcUTURXwYKcg

Sarritovadis - Słabe porno (Sarnagoczi).mp3
Plik ściągnięto 57 raz(y) 3,11 MB

_________________

  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


© Deireadh
Zakaz kopiowania treści oraz kodów
zawartych na forum bez pozwolenia administracji.

Szata graficzna i kody autorstwa Runthora i Viserysa.
Pola profilu w oparciu o corazon.



BlackButler HogwartDream Krol Lew

Vampire Knight