This page is hosted for free by cba.pl, if you are owner of this page, you can remove this message and gain access to many additional features by upgrading your hosting to PRO or VIP for just 5.83 PLN.
Do you want to support owner of this site? Click here and donate to his account some amount, he will be able to use it to pay for any of our services, including removing this ad.
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl
To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Deireadh

Iardam - Komnatka w niby-wieży

Elektra - 2017-04-06, 03:03
Temat postu: Komnatka w niby-wieży
*~*~*

*~*~*



Ponad miastem duchów wznosił się niby-zamek z wieloma niby-wieżami. W oknie jednej z nich majaczyła biała sylwetka.

Ela leżała na swoim szerokim parapecie - cicho, nieruchomo. Tylko błysk oczu zdradzał, że w wątłym ciałku tli się jeszcze duch. Prawo-lewo, prawo-lewo; źrenice przesuwały się leniwie w rytm ruchu chmur opływających wieżę. Ciekawe, czy chociaż chmury były prawdziwe?

Przez całe życie czuła, że jej życie jest bajką; czasem piękną, czasem straszną, zawsze niezwykłą. A teraz.. Co właściwie było teraz? Może to czas stuletniego snu, oczekiwania na dobrego księcia, który jednym cmoknięciem przegoni mary i koszmary? A nuż lada chwila zjawi się on, miedzianorudy lub śnieżnobiały, kłapnie zębami na cienie zalegające w kątach i na kontach, machnięciem ogona zmiecie pajęczyny?
- Ażeby jeszcze przyniósł rachatłukum..
Pusta bombonierka z szelestem zsunęła się z parapetu i plasnęła o ziemię. Wilczyna - wadera - poświęciła jej przelotne spojrzenie. I tak nic nie zostało. Tylko te chmury, sen i dym.

Pamiętała smugi dymu snujące się po pałacu; mówili, że komnaty Kata spłonęły doszczętnie. Pewnie dopadły go w końcu upiory, które uciekły z tej ognistej, odciętej głowy. Pamiętała wyraz oczu Cesarzowej, lśniących oczu, strasznie wytrzeszczonych oczu. Pamiętała.. Evan? Nie; tego nie chciała pamiętać, tego nie było. Nic już nie było. Tak, jak rachatłukum.

Dark - 2017-04-10, 19:19

Dawno, dawno temu... No dobrze, nie aż tak dawno. Z samego rana, gdy słońce nawet się nie obudziło, a wena lęgła się w ciszy, Darko król wyruszył na wyprawę. Głęboka i płytka samotność przeplatane chwilami zadumy nad egzystencją były mu jedynymi towarzyszami. I kiedy tak krążył i dumał, nagle dojrzał w oddali wieżę. To ta najwyższa wieża w największym zamku, zapewne należącym do najbogatszego i najprzystojniejszego (i najbardziej męskiego) męża tego kraju.
Leży na mojej ziemi. Jest mój - pomyślał basior i zaczął wędrówkę ku zamczysku.
Niby zamek nawet przy murach został obsadzony drzewami, przez co nie dało się go zobaczyć w całej okazałości. Jednak będąc tak blisko, oczy nowego pana, władcy, herszta, atamana, cesarza, bydlaka, siusiaka, przywódcy i alfy wypatrzyły postać na parapetach. Nie na parapetówce, ale na parapecie. Dark nie wołał. Dark wejść do wieża i brać co jego.
JE*S! Na głowę czarnucha spadła pusta bombonierka. Trzepnął ją w opakowanie i polazł do wieży. Nie zatrzymała go niby-straż, ani niby-zardzewiałe drzwi.
Wszedł do komnaty i nie zmarł, bo przecież władcy nie przystoi się bać. Jednak widok Elektry nieco go zdziwił. Co to za dama w opresji, która na świat już wypchała bękarta? Nie dama. Nie ma kogo ratować. Nie ma przed kim się wykazać. Zamiast przeklinać wilczycy, postanowił zrobić coś głupiego.
- Co u ciebie, Elektro? - Łapa za łapą powlókł się do parapetu i usiadł obok, jednak nie wskakiwał. Miejsca by nie starczyło dla ich dwójki.

Seren - 2017-04-23, 00:57

Wszystko ciągnęło mnie do tej dziwnej wieży i aż trudno było mi w to uwierzyć*. I choć było mi wszystko jedno, dokąd idę, tak naprawdę wieża była moim Celem.
Cocatrice - znałam jej imię i nie znałam - opuściła mnie przed wejściem do zamku, tłumacząc, że zaszła już i tak zbyt daleko. Nie miałam jej tego za złe. Do wieży musiałam wejść sama.
Strażnicy nie zwrócili na mnie uwagi, jakbym nie istniała. A może to oni nie istnieli? Przeszłam przez próg bez problemu i nikt nie próbował mnie zatrzymywać. Bo po co miałby to robić? Szłam do Celu i otoczenie zdawało się dostrajać do tego.
Wchodząc po krętych schodach znów usłyszałam głos - nie był to tym razem głos w mojej głowie, lecz mający źródło zewnętrzne. Wydobywał się z całą pewnością z czyjegoś gardła i nastawiłam uszu, by zrozumieć słowa.
Co u ciebie, Elektro?
Imię mojej małej przyjaciółki było jak wiadro zimnej wody, jak nagła pobudka ze snu. Resztę schodów pokonałam już biegiem i wpadłam do komnaty jak zdziczały pies, nie zwracając uwagi na nic oprócz jednej, przycupniętej na parapecie osóbki.
- Elektro! Elu! - dopadłam do niej, odpychając coś po drodze i nie mogąc opanować wybuchu radości. A więc to ona wzywała mnie do tej wieży! Wydostałam się z Trzewi i wróciłam do Deireadh z jej powodu! Ściskając Elektrę zrozumiałam, że była Celem i Powodem, odkąd podeszła do mnie na targu jako mała, zagubiona istotka, spragniona ciepła i towarzystwa. Wzruszenie, które ścisnęło moje gardło, ustąpiło jednak chłodnej rezerwie, gdy zorientowałam się w końcu, że nie jesteśmy w tej komnacie same. Odwróciłam się gwałtownie.
Czarny samiec wydawał mi się znajomy, lecz nie mogłam teraz przypomnieć sobie, kim był. Z pewnością widziałam go w pałacu... Jego złociste oczy przypominały kolorem oczy Elektry, ale to podobieństwo nie zrobiło na mnie wrażenia. Nie wiedziałam, kim był - więc nie ufałam mu.
- Nie wydaje mi się, żeby panienka miała ochotę z tobą rozmawiać - powiedziałam, prostując się dumnie. Czułam się teraz niezwykle przytomna. Złota apaszka, choć potargana i brudna od ziemi i krwi, wciąż zdobiła moją szyję i poprawiłam ją teraz, by nie plątała mi się pod łapami, w razie gdybym musiała bronić mojej przyjaciółki. Chciałam, żeby ten czarny ktoś poszedł sobie, bo przecież miałyśmy z Elektrą tyle do nadrobienia!

*) no co, ja też mogę być $mieshna jak Darkeł :x

Elektra - 2017-06-11, 20:31

Tyle czasu działo się nic, tylko pralinka za pralinką, a teraz nagle w komnacie zaroiło się od duchów. Dawno już Elektry nie odwiedzały, więc troszkę się zdziwiła. Widok Kata wciąż jeszcze wywoływał w niej ukłucia strachu, chociaż odkąd panienka Ela obrosła w tłuszczyk, strachom trudniej było przebić się do jej kruchego serduszka. Strachom, radościom..
Zastanawiała się właśnie, czy savoir-vivre nakazuje jej udzielić odpowiedzi duchowi Aeciasohra (i czy duchy w ogóle obejmuje jeszcze dworska etykieta?), gdy do pomieszczenia wparowała Saren. Na jej widok w elkowych oczach pojawiły się łzy, chociaż wiedziała, że obraz ukochanej Protektorki też jest duchem i cieniem, i grą świateł, i igraszką wiatru hulającego w korytarzach wieży, i..
..i ten duch, ten biały duch dzikiej Północy ściągnął ją z wyleżanego parapetu i chwycił w objęcia, i wyściskał za wszystkie czasy. Eli zabrakło tchu, żuchwa omal nie odkleiła się jej od mordki i nie potoczyła na ziemię, łapy ugięły się pod osłabłym (i zatuczonym) ciałkiem.
- S-Saren-! - wydukała, otwierając ślepia bardzo, bardzo szeroko, i otwierając nos, i chcąc uwierzyć. - Azaliż-.. Jakże-..
Cała elokwencja Eli została z niej wyciśnięta i uciekła gdzieś do kąta. Czy teraz zwidy stały się dotykalne? Jak Evan? Sarenka się odwróciła; czy za moment zabije Darknessa, czy on wytrzeszczy ślepia i umrze tak, jak umarła Regentka, która ujrzała zwidzonego szczeniaka? Nie, przecież on też był duchem, przecie duchy nie umierają..

Dark - 2017-06-12, 17:06

//No ludzie, wyszłam z wprawy, za stara jestem//
Darkness Aeciasohr był wciąż kimś, kto nie umarł. Nie został zapomniany. Teraz, jako Pan i władca wpisał się w historię cesarstwa jako władca. Tymczasowy, ale jednak. Miał tego świadomość. On teraz doyktował innym zasady. Nie jemu. On im.
Spojrzenie złotych oczu zmieniło wyraz na zimne, pełne pogardy i niemalże bezuczuciowe. Dark patrzył na Seren jak na robaka. Prawie na wszystkich tak patrzył. Nikti i nic nie mogło mu tego zabronić.
A kim ty jesteś, brudny niewolniku, żeby mówić mi, czy Elektra zechce ze mną mówić? — prawie udało mu się opluć wilczycę, jednak nie chciał już się wysilać. Nie warto tracić sił na pogawędki z kimś, kto zajmuje miejsce poniżej poziomu mułu.
Odchrząknął, wyprostował się i wrócił wzrokiem do szlachcianki. Pewnie zmieniła zdanie na jego temat, jeśli kiedykolwiek miała jakiekolwiek.
Elektro, jesteś już dorosła. Zapanuj nad swoją własnością.

Seren - 2017-06-12, 17:55

Całe Deireadh było pogrążone w sennej mgle, nic tu nie było realne. Czy miało więc sens kłócenie się z czarnym basiorem? Jego postawa i ton działały mi na nerwy, ale nie był to pierwszy raz, gdy ktoś w Ignisdae zwracał się do mnie w taki sposób. A jednak... po tym, co przeżyłam na Północy, zabolało, gdy płomiennooki wilk nazwał mnie niewolnicą.
Byłam córą jarlów.
Byłam Białym Widmem, które powstało z martwych.
Ale aż do tego momentu, było mi wszystko jedno. Najchętniej opuściłabym łeb w milczeniu... lecz teraz, kiedy znowu za moimi plecami stała osoba, która liczyła się dla mnie najbardziej, nie mogłam dać za wygraną.
- Jestem Protektorką i przyjaciółką Elektry Aeciasohr, i chronię ją z własnej woli - odparłam dumnie, stając tak, że basior chcąc nie chcąc musiał znów na mnie spojrzeć. Świat się zmienił, Elektra się zmieniła... i ja także się zmieniłam. Nie udało mi się uratować Viljena, Aldrig i pozostałych rodaków, ale spotkanie z nimi uświadomiło mi, że mam dosyć tajemnic i dosyć uciekania. - Jestem Seren Ifearnán z klanu Uidhir, córka jarla Aidana i wnuczka Lorcana zwanego Szalonym. I nie pozwolę ci tak do mnie mówić!
Włożyłam w atak całą swoją frustrację, która obudziła się we mnie wywołana wspomnieniami o Północy i pogardliwym tonem basiora. Nie wiedziałam, kim jest, tak samo jak on nie wiedział, kim jestem ja... ale byłam zbyt porywcza, by uświadomić to sobie wcześniej. Dla niego faktycznie byłam zwykłą niewolnicą.
Nie mogłam zatrzymać się w locie, ale w ostatnim momencie zamknęłam pysk, chowając wyszczerzone w kierunku wilczej szyi kły. Nie byłoby to ładne zjednoczenie z Elektrą, gdybym w ramach powitania na jej oczach rozszarpała komuś gardło. W końcu to mój dziadek był szalony, a nie ja...

Elektra - 2019-01-29, 22:40

- ...Seren! Ileż przemknęło, całe eony, oj, Seren, to nie może być jawą, jeno śnienie, ależ jakie dobre, jak miłe, od niepamiętania nie pomnę, kiedym ja Cię widziała macalnie u boku, ileż xiąg przeczytałam o mrozie, zimie i Północy, aż wszędy wokół takoż stała się biel i zmarźlina, lecz nie jęłam podążyć za Tobą i także mi było z tym okropecznie, bo nie wiadomym mi było, czemu nie idę, czemu trwam tutaj, kiedy wszystko w tym miejscu jest trwogą i koszmarłem-
Powietrze uszło z obfitej piersi Eli i wyrwana ze stuporu waderka musiała urwać na moment, by nabrać tchu. Czarny wilk, zatęchła komnatka, zachodzące słońce oblekające ściany w cienie i szarości - wszystko to znikło, świat zwężył się do dwóch białych duchów, do dwóch par żółtych oczu.

Elektra miała wrażenie, jakby to już się działo, kiedyś, w jakimś odległym niebyciu. Wszystko się już działo. Ale czyż nie było ekscytujące? Miło byłoby zapętlić się na wiecznej radości, zamiast pogrążać w nieskończonym smutku, kurzu i pralinkach.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group